Z informacji, do których dotarła agencja Bloomberg, wynika, że zachodnie agencje wywiadowcze przez kilka ostatnich lat badały sprawę wybuchu ropociągu BTC. Jak wynika z informacji przekazanych agencji przez anonimowe źródło, główną bronią użytą do uszkodzenia rurociągu była komputerowa klawiatura.
Ropociąg BTC oddano do użytku w 2006 r. przy głośnych protestach Rosji. Jego powstanie było możliwe dzięki wielkiemu wysiłkowi amerykańskiej dyplomacji. Został wyposażony w czujniki oraz kamery, tak by każdy z jego prawie dwóch tysięcy kilometrów był monitorowany. Jednak wybuch, który wstrząsnął rurą 5 sierpnia 2008 r., nie wywołał ani jednego alarmu. Głównym podejrzanym są hakerzy współpracujący z Rosją. Jednak dowody wskazujące na udział Rosjan w ataku mają jedynie charakter poszlak. Sabotaż działania rurociągu był jednak jak najbardziej w interesie Rosji, zwłaszcza w sytuacji, gdy kilka dni później został on zbombardowany na terenie Gruzji (działo się to podczas konfliktu tych dwóch państw). Aleksander Dugin, który w tym czasie doradzał rosyjskiemu parlamentowi, powiedział, że "BTC jest martwy".
Rurociąg miał skomplikowany system monitorowania wycieków i pożaru, który nie zadziałał. Dopiero po 40 minutach od wybuchu jeden z pracowników zauważył pożar. Słabym punktem systemu okazały się kamery monitoringu, gdzie sterujące nimi oprogramowanie miało lukę, która pozwoliła uzyskać za ich pomocą dostęp do sieci wewnętrznej i manipulować ciśnieniem. Atakującym udało się zagłuszyć sygnał satelitarny, z pomocą którego miały być przesyłane informacje o ewentualnych awariach. Może to oznaczać, że dysponowali oni dość sporymi środkami finansowymi, potrzebnymi do zakupu sprzętu.
Choć nagrania z kamer wideo zostały usunięte podczas ataku, okazało się, że jedna z nich była podłączona do innej sieci i śledczy na nagraniu mogli obejrzeć dwóch mężczyzn z laptopami, którzy spacerowali wzdłuż rurociągu. Byli ubrani w czarne mundury podobne do strojów żołnierzy sił specjalnych.