- Dla gospodarki Rosji dolegliwe są zarówno sankcje zachodnie, jak i embargo, które rząd Putina nałożył na import artykułów spożywczych z krajów zachodnich - mówi portalowi niezalezna.pl prof. Włodzimierz Marciniak, politolog, specjalista od problematyki rosyjskiej.
Wiceminister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Aleksiej Mieszkow, w wywiadzie dla agencji Interfax, zaapelował: - Niczego nie chcemy od naszych europejskich partnerów. Jedyne, na co liczymy, to by wyszli z bezsensownej spirali sankcji i wkroczyli na drogę znoszenia restrykcji i "czarnych list", co z kolei pozwoliłoby nam odstąpić od naszych list. Sprzyjałoby to też uchyleniu przez nas zastosowanych kontrposunięć - powiedział Mieszkow, który uważa, że kraje Unii Europejskiej "same strzelają sobie w stopę", bo - jak wyliczał - z powodu sankcji przeciwko Rosji w UE codziennie ubywa miejsc pracy, spada PKB i rośnie bezrobocie. Mieszkow powiedział również, że "sankcje są bardziej destrukcyjne dla gospodarki europejskiej niż dla Federacji Rosyjskiej". Jednak z informacji podanej przez rosyjskiego ministra finansów wynika, że kraj rządzony przez Putina, stracił około 40 mld dolarów z powodu sankcji nałożonych przez Zachód.
- Jest to bezprzedmiotowa propozycja Rosji. Dla gospodarki tego kraju dolegliwe są zarówno sankcje zachodnie, jak i embargo, które rząd Putina nałożył na import artykułów spożywczych z krajów zachodnich. Traktowałbym więc słowa rosyjskiego ministra bardziej jako sygnał chęci podjęcia rozmów, a przyczyny są dwie – skomentował słowa Mieszkowa prof. Włodzimierz Marciniak.
Jego zdaniem pierwsza przyczyna „to odczuwanie w Rosji sankcji zachodnich, które jednak nie są główną przyczyną kryzysu jaki ma miejsce w kraju rządzonym przez Putina. Przyczyny są strukturalne i wpływ ma również tutaj spadek cen ropy naftowej. Dolegliwy również jest brak możliwości zaciągania kredytów przez Rosję w zachodnich bankach”.
- Drugą przyczyną jest wstrzymanie finansowania przez władze Ukrainy terenów zajętych przez rebeliantów, terenów okupowanych na wschodzie kraju. To oznacza, że ok. 1,5 mln ludzi jest tam bez środków do życia i część z nich jest uzbrojona, a mieszkają przy granicy z Rosją. To jest sytuacja ekonomiczna dla Rosji bardzo niebezpieczna: utrzymywać jednocześnie Krym i Donbas – podkreśla Marciniak.
Profesor uważa, że wypowiedź rosyjskiego ministra jest sondowaniem, czy da się podjąć jakiekolwiek kompleksowe rozmowy ekonomiczne. Rosjanie mówili już o potrzebie uruchomienia międzynarodowego programu humanitarnego dla Donbasu. - Decyzja Ukrainy, choć bardzo późno podjęta – o wstrzymaniu finansowania rejonów gdzie doszło do rebelii, wywołała nie do końca kontrolowaną reakcję Putina, który oskarżał władze ukraińskie, że to co robią jest skandaliczne, bo Rosjanie walcząc nawet z Czeczenią nie wstrzymali jej dofinansowania poprzez transfery socjalne. Jest więc to dla Rosji bardzo dolegliwa kwestia, bo zaczyna się zima i dotarło do nich, że muszą ponieść bardzo duży koszt własnej polityki – podkreśla politolog.
Prof. Marciniak o kryzysie w Rosji. "Do Kremla dociera, że muszą ponieść koszt własnej polityki"
Autor: JW
Autor: JW
Źródło: niezalezna.pl