- Mój brat, Janusz Maź, udał się na wybory, do komisji wyborczej przy ul. Nowowiejskiej, w budynku dawnej szkoły nr 33 we Wrocławiu. Okazało się, że jego nazwisko było zniekształcone. Nigdy wcześniej mu się nie zdarzało, żeby komisja nie chciała wydać mu kart do głosowania. On jednak jest uparty i powiedział, że się nie ruszy bez tych kart, bo na dowodzie jest też pesel i prawidłowy adres.
Panie z komisji powiedziały, żeby sprawdził poprawność nazwiska w urzędzie, aby taka sytuacja nie miała miejsca podczas II tury - opowiada nam mieszkanka Wrocławia.
Kobieta poszła dzisiaj, z bratem, do urzędu miasta. Tłumaczenia jednej z urzędniczej były kuriozalne. - Ta pani potwierdziła, że część drukarek nie była dostosowana do druku nazwisk z literami „ź” i „ć”, że mieli z tym problem i część wydruków potwierdzających odbiór karty miała takie błędy, że tych liter nawet nie wydrukowało. I z tej przyczyny nie chciano wydawać kart, ale komisje mogły im to zgłaszać.
Nie złożyliśmy protestu wyborczego, bo brat dostał w końcu karty i zagłosował – mówi. .
Opowiedziała portalowi niezalezna.pl inną zdumiewającą sytuację z Wrocławia. W lokalu wyborczym przy ul. Krzywej widziała jak jedna z głosujących skreślała większość nazwisk w książeczce do głosowania. - Zwróciłam jej uwagę, że to jest już nieważny głos, na co mi odpowiedziała, że to pani z komisji tak jej poradziła – dodaje.