Prezydent przed południem spotkał się z konstytucjonalistami – prezesem Trybunału Konstytucyjnego Andrzejem Rzeplińskim, byłymi prezesami Trybunału – Bohdanem Zdziennickim, Andrzejem Zollem, Jerzym Stępniem i sędzią TK w stanie spoczynku Ferdynandem Rymarzem. W spotkaniu uczestniczyli także zastępca szefa KPRP Sławomir Rybicki oraz ministrowie Krzysztof Łaszkiewicz i Olgierd Dziekoński.
– Przed nami druga tura wyborów. Apeluję i zachęcam do wzięci udziału w II turze wyborów samorządowych. Zachęcam wszystkich. Trzeba iść i głosować, bo to jest także forma ochrony polskiej demokracji – mówił prezydent na popołudniowej konferencji. Podkreślał, że dziś zadaniem numer jeden jest dokończenie wyborów. Na drugim miejscu wymienił ustabilizowanie sytuacji w PKW, nie tylko w wymiarze personalnym oraz konsultacje i współpracę przy opracowywaniu nowelizacji Kodeksu wyborczego.
– Są tacy, którzy po prostu żywią się problemami państwa i są tacy, którzy te problemy próbują rozwiązywać i rozwiązują – ocenił prezydent. Dodał też, że ludzie w momencie trudnym się sprawdzają, albo się nie sprawdzają, jedni dolewają oliwy do ognia, inni starają się gasić pożary, a przynajmniej ograniczać.
Prezydent ocenił, że wyniki wyborów po pierwszej turze są spóźnione w stosunku do deklaracji PKW, ale też oczekiwań opinii publicznej. Dodał też, że jak zawsze po głoszeniu wyniku wyborów jedni są usatysfakcjonowani, inni są rozczarowani. – Warto jednak przypomnieć, że o wyniku wyborczym zawsze decydują realnie oddane głosy wyborców, a nie wcześniejsze sondaże czy badania exit poll – podkreślił. W opinii Bronisława Komorowskiego, swoisty "bonus" związany z numerem listy (chodziło o nr 1 dla PSL – przyp. red.) nie jest niczym nadzwyczajnym. – Natomiast oczywistością jest, że musi niepokoić – mnie także niepokoi – wzrost liczby nieprawidłowo oddanych głosów w wyborach do sejmików. Jest to wzrost liczący się w stosunku do i tak już wysokiego poziomu głosów nieważnych oddawanych w poprzednich wyborach. To nie jest nowe zjawisko, ale ono musi powodować niepokój – zaznaczał.
Przypomniał, że w 2010 r. głosy nieważne w wyborach do sejmików stanowiły ponad 12 proc., a obecnie jest prawie 18 proc. Komorowski mówił, że ten wzrost liczby głosów nieważnych staje się nowym źródłem podejrzeń i zarzutów, co do przebiegu głosowania, co do rzetelności liczenia głosów i wiarygodności wyborów. Zwrócił uwagę na fakt, że liczba głosów nieważnych oddawanych w wyborach samorządowych jest wyraźnie związana z rodzajem władz, na które te głosy są oddawane. Wskazywał, że dla Polaków – według badań – najważniejsze są wybory burmistrza, wójta, prezydenta miasta, a kandydaci do sejmików są często anonimowi dla wyborców, a ponadto zdecydowanie w większym stopniu utożsamiani z listami partyjnymi.
Zdaniem Bronisława Komorowskiego należy uwzględnić fakt, że prawdopodobnie licząca się część wyborców świadomie wrzucała puste kartki, traktując to jako swoistą „żółtą kartkę” wystawianą głównie listom partyjnym. – Trzeba więc uwzględnić możliwość, że licząca się liczba obywateli mogła po prostu nie chcieć głosować na żadną partię – mówił.