Jarosław Ziętara pisał o aferach gospodarczych głównie z terenu Poznania. Ujawniał nieprawidłowości i zajmował się wątpliwymi prywatyzacjami, m.in. w Wielkopolsce.
Z informacji „Gazety Polskiej” wynika, że dziennikarza planowano wykorzystać do rozpracowania kilku poznańskich biznesmenów, którzy mieli kontakty na terenie Austrii i Niemiec i którzy znaleźli się na liście najbogatszych biznesmenów tygodnika „Wprost”, m.in. zatrzymanego dziś Aleksandra G. i Jana Kulczyka. Z zachowanych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że zarówno Aleksander G., jak i Jan Kulczyk byli w zainteresowaniu służb specjalnych PRL.
Według archiwów, Aleksander G. został zarejestrowany przez wywiad PRL (Departament I) jako tajny współpracownik o ps. „Witek”. Był cenny dla wywiadu PRL ze względu na interesy, które prowadził na terenie Niemiec Zachodnich.
Aleksander G. w 1990 r. znalazł się na 1. miejscu na liście najbogatszych Polaków według tygodnika „Wprost”. Skąd miał taki majątek? Rok wcześniej, w trzy dni po podpisaniu przez rząd Mieczysława Rakowskiego decyzji o otwarciu kantorów (13 marca 1989 r.), uruchomił w wielu miejscach na granicy zachodniej pierwszą w Polsce sieć punktów wymiany walut.
W 2009 r. opuścił przedterminowo więzienie, gdzie odbywał karę 9 lat więzienia za założenie grupy przestępczej, której celem było wyłudzanie podatku VAT. Suma wyłudzeń sięgnęła 9,5 mln zł. W maju 2009 r. wyszedł na wolność - 11 miesięcy przed zakończeniem odbycia kary. Klika lat później trafił do więzienia za niezapłacenie 170 tys. zł grzywny.
W dniu zaginięcia Jarosław Ziętara miał 24 lata. Pochodził wprawdzie z Bydgoszczy, ale swoją przyszłość związał z Poznaniem. W stolicy Wielkopolski ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Jeszcze w trakcie studiów zaczął pracować jako dziennikarz. Współpracował z różnymi redakcjami. W 1992 r. otrzymał etat w „Gazecie Poznańskiej”. Dziennikarz „Gazety Poznańskiej” wyszedł z domu rankiem 1 września 1992 r. Z mieszkania przy ul. Kolejowej do redakcji miał zaledwie kilkanaście minut drogi. Na miejsce jednak nigdy nie dotarł. Przez niemal dwie dekady próbowano dowiedzieć się nie tylko „jak” i „przez kogo” Ziętara został pozbawiony wolności, ale również, a może nawet przede wszystkim, „dlaczego”. Spekulacji było wiele. Za najbardziej prawdopodobną uważa się, że Ziętara, zajmujący się tematyką polityczną oraz aferami gospodarczymi, zdobył informacje dla kogoś tak niebezpieczne, że zlikwidował dziennikarza.