Od ponad 20 lat na murze więzienia w Katowicach wisi tablica upamiętniającą żołnierzy Śląskiego Okręgu Armii Krajowej zamordowanych tam w czasie II wojny światowej i w okresie stalinowskim.
"Pamięci żołnierzy Śląskiego Okręgu Armii Krajowej zamordowanych w tym więzieniu przez hitlerowskich i stalinowskich zbrodniarzy" - głosi napis na tablicy z symbolem Polski Walczącej.
Fotografią miejsca pamięci chwali się dyrekcja katowickiego aresztu na stronie internetowej. Tym bardzo trudno pojąć sytuację, o której opowiada nam Wiesław Wrona.
- W sobotę 1 listopada zapalałem znicze. W tym samym momencie, otworzyło się okienko w wieżyczce obserwacyjnej znajdującej się nad tablicą i funkcjonariusz Służby Więziennej wylał jakąś ciecz ze słoika. Zdążyłem do niego krzyknąć: „Co robisz człowieku!”, ale on zamknął okno.
Strażnik oblał znicze, kwiaty i tablicę czymś o dosyć przykrym zapachu. Chciałem skontaktować się z oficerem dyżurnym więzienia, ale strażnik na dyżurce powiedział, że go teraz nie ma i żebym przyszedł w poniedziałek. Nie chciałem jednak zwlekać, bo doszło do wykroczenia polegającego na zbezczeszczeniu miejsca pamięci. Wezwałem policję i opowiedziałem funkcjonariuszom o incydencie.
Wartownik powiedział, że oni nie mają w wieżyczce kanalizacji, że myją tam naczynia i czasem coś wylewają. Przeprosił, że nie chciał mnie oblać i może przy tablicy świeczkę zapalić. To było powiedziane od niechcenia, a nie z szacunku dla pamięci i ofiar. Jeśli wartownicy nie mogą wyjść do ubikacji to wylewają nieczystości przez okno.
Dbam o to miejsce od dwóch lat. Zawsze było jednak tam czuć zapach moczu. Nawet obserwowaliśmy kiedyś czy ktoś nie przychodzi z psami. Teraz okazało się, że strażnicy wylewają mocz z okien wieżyczki.
Dziś byłem w tym miejscu i już wszystko było wyczyszczone. Nie było czuć nieprzyjemnego zapachu - mówi Wrona.