Spotkanie zorganizował warszawski Klub „Gazety Polskiej” w Domu Pielgrzyma Amicus. Wieczór rozpoczął się wyświetleniem filmu „Cenzurowany życiorys”, poświęconego Januszowi Krasińskiemu, którego autorka Joanna Żamojdo uczestniczyła w spotkaniu. Jerzy Zelnik czytał fragmenty wspomnień pisarza.
Barbara Krasińska wyraziła zaniepokojenie tym, że nawet w wolnej Polsce twórczość jej zmarłego męża z trudem przebija się do szerszego grona czytelników. Jej zdaniem powinna ją obowiązkowa poznawać młodzież szkolna.
– Jest paru krytyków literackich, którzy bardzo docenili pisarstwo Janusza i uważają, że jego książki powinny być w lekturach szkolnych. Żeby młodzież dowiedziała się, jak wyglądał hitleryzm i komunizm w Polsce. No, ale na razie się tego nie doczekamy, to muzyka przyszłości może – zaznaczała Krasińska.
– Janusz Krasiński uważał, że Bóg ocalił go, aby mógł dać świadectwo o dwóch systemach totalitarnych, hitlerowskim nazizmie i komunizmie bolszewickim, jakie zniewalały Polskę i Polaków. To było jego przesłanie na całe życie – podkreśliła wdowa po pisarzu.

fot. Grzegorz Kutermankiewicz
Joanna Żamojdo mówiła, że to duże szczęście, iż film o Krasińskim mógł w ogóle powstać.
– Ten film mogłam zrobić dlatego, że zmienił się rząd i prezesem TVP był Bronisław Wildstein. Później dostałam pieniądze z Instytutu Filmowego, ale to był czas, w którym było to możliwe. Potem już nie było. I nawet to, że ten film zrobiłam, było uważane za coś, co nie pozwala mi na zrobienie następnych filmów – tłumaczyła.
Autorka mieszka na stałe w Stanach Zjednoczonych. W jej opinii, Polska jest obecnie w USA bardzo pozytywnie postrzegana i podziwiana za walkę z dwoma totalitaryzmami.
Prowadząca spotkanie Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego Klubu „GP” przypomniała jakże znamienne słowa Janusza Krasińskiego, które padły podczas ceremonii odznaczenia go najwyższym odznaczeniem państwowym w dziedzinie kultury Gloria Artis.
– Ci, którzy poświęcili się dla jej odzyskania jakby nagle znikli, jakby się gdzieś zapodziali. Nie ma kto tchnąć w ludzi poczucia dumy z tego co wywalczyli. Naród nie zna swojej historii. Kulturą stało się to, co się dobrze sprzedaje – cytowała słowa pisarza z 2006 roku.
Krzysztof Zarzecki opisał krótko twórczość Janusza Krasińskiego.
– Nie docenia się tego, że Janusz był wielkim pisarzem. Mało kto o nim wie i zna jego książki. Początkowo pisał słuchowiska i sztuki teatralne. Długo myślał, żeby napisać coś, co byłoby epopeją tego, czym naprawdę była Polska Ludowa, Polska komunistyczna. I napisał tetralogię, która stała się jego opus magnum i wielkim sukcesem. Pierwszy tom tetralogii nosi tytuł „Na stracenie”. Dopiero po dwudziestu kilu latach powstały kolejne: „Twarzą do ściany”, „Niemoc”, „Przed agonią”. W pierwszym tomie opisana jest gehenna więzień niemieckich i sowieckich. Drugi tom ukazuje prześladowania przez władze po zwolnieniu z więzienia, trzeci ukazuje czasy Gomułki i zastoju peerelowskiego, czwarty kończy się na morderstwie ks. Jerzego Popiełuszki – przypominał Zarzecki.
Janusza Krasińskiego wspominał także sędzia Bogusław Nizieński.
– On chciał, żeby Polska odrodziła się duchowo. On przeszedł kaźń w obozach koncentracyjnych w okresie okupacji niemieckiej i potem dziewięć lat kaźni, jaką zgotowali rzekomo Polacy Polakom. Niektórzy uważają, że wyrządzamy sobie szkodę, wracając do tego, co było, a to trzeba właśnie powiedzieć, kto gotował ten los straszny. To nasz obowiązek wobec tych, którzy już nie żyją – mówił.
Tu można obejrzeć relację wideo ze spotkania:

wideo: Grzegorz Kutermankiewicz