Szef komunistycznego MSW gen. Czesław Kiszczak odmówił stawienia się na badania lekarskie, które miały przesądzić, czy może uczestniczyć w rozprawie apelacyjnej w sprawie stanu wojennego. Stwierdził, że zdrowie nie pozwala mu pojechać do Gdańska. Wcześniej zostały jednak opublikowane zdjęcia z jego pobytu na Mazurach. – Był wyznaczony termin na trzy dni badań, które właśnie powinny się kończyć, 21-23 października. Ale jak gen. Kiszczak dostał wezwanie na badania, to napisał, i jego żona potwierdziła, że nie jest w stanie z uwagi na stan zdrowia stawić się na te badania – informuje Trębska.
– Po prostu kpina, najwyższy stopień lekceważenia sądu i Rzeczypospolitej, i nas, obywateli. Daje dowód tego, kim był pan Kiszczak przez lata w PRL, kiedy stał na czele kontrwywiadu, a potem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – mówi portalowi NaszDziennik.pl Wiesław Johann, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego i obrońca opozycjonistów w okresie PRL.
W opinii lekarskiej stwierdzono, że Kiszczak cierpi na łagodne otępienie, zaburzenia pamięci i koncentracji, a ten stan nie rokuje poprawy, jednak pion śledczy IPN ocenia, że Kiszczak mógłby bez problemu stawić się na kilkugodzinną rozprawę apelacyjną w sprawie wprowadzenia stanu wojennego. W 2012 r. sąd skazał Kiszczaka na dwa lata więzienia w zawieszeniu, uznając go, m.in. wraz z Jaruzelskim, za członka „grupy przestępczej o charakterze zbrojnym”. Jednak Kiszczak złożył apelację, która nie może być rozpoznana z uwagi na jego zasłanianie się rzekomo złym stanem zdrowia.
– W przyszłym tygodniu przewodniczący będzie podejmował decyzję, co dalej w związku z tą sytuacją. Wobec postawy pana Kiszczaka nie ma praktycznie szansy na to, żeby Gdańsk wydał opinię – ocenia Barbara Trębska.
Wymówki byłego komunistycznego dygnitarza są o tyle zaskakujące, że w mediach regularnie ukazują się jego zdjęcia z pobytów w posiadłości na Mazurach, jak również sceny z życia codziennego ukazujące Kiszczaka swobodnie robiącego zakupy i bez problemu dźwigającego siatki.