Aleś Bialacki został zwolniony 21 czerwca br. z kolonii karnej, po prawie trzyletnim pobycie. Bialacki to „symbol dobroci, uczciwości i uporu w obronie ludzi słabych” – tymi słowami przedstawiała go prowadząca spotkanie Maria Przełomiec, relacjonuje portal kresy24.pl.
Podczas spotkania z mediami i przedstawicielami polskich organizacji pozarządowych zaangażowanych w działalność na Białorusi, Bialacki mówił, że był w pełni świadom, iż na Białorusi grozi mu niebezpieczeństwo. Na kilka dni przed aresztowaniem przyjechał do Polski, dzielił się swoimi obawami z przyjaciółmi, którzy doradzali mu pozostanie w Polsce – on postanowił jednak wrócić do Mińska. Ale jak podkreślił, pomimo tego, że w kolonii nie było łatwo, ani chwili nie żałował swojej decyzji. Powiedział, że paradoksalnie jego uwięzienie (jako obrońcy praw człowieka) odniosło większy skutek i miało większe oddziaływanie społeczne, niż gdyby pozostał na wolności. O jego niezłomności świadczy fakt, że pomimo nacisków ze strony władz, żeby napisał prośbę do prezydenta o ułaskawienie, nigdy tego nawet nie rozważał. Jak stwierdził, – nie mógł pozwolić, żeby władza odniosła moralne zwycięstwo.
Aleś Bialacki został aresztowany 4 sierpnia 2011 r. po tym, jak prokuratura polska i MSZ przekazały na wniosek białoruskich śledczych wyciągi z konta bankowego Bialackiego, na którym przechowywane były środki od zagranicznych donorów na działalność „Wiasny” (pomoc finansowa ofiarom represji politycznych).
Obrońca praw człowieka został skazany na 4,5 roku łagru o zaostrzonym rygorze oraz wysoką karę grzywny. Portal kresy24.pl zauważa, że pomimo tego, że dzięki zbiórce pieniędzy przeprowadzonej wśród białoruskiego społeczeństwa grzywna została w pełni opłacona, w listopadzie 2012 roku zostało skonfiskowane mieszkanie formalnie należące do Alesia Bialackiego, w którym mieściło się biuro „Wiasny”.