- Początki Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) są owiane legendą. Wokół formacji tej krążą różne historie. Nie była to partia, która cieszyła się dużym zaufaniem społecznym. Pamiętam takie hasło „aferały-liberały”, które było związane z oskarżeniami kilku jego parlamentarzystów o korupcję. Natomiast związek Donalda Tuska i jego dzisiejszej polityki z polityką niemiecką jest jakby oczywisty i daleko idący. Ta sympatia Niemców do premiera jest trwała i wiadomo, że współpraca była też w czasie rządu Jarosława Kaczyńskiego gdy Donald Tusk był opozycją. Gdyby Paweł Piskorski miał rację, a przecież zna tę partię od wewnątrz, to pokazałoby, że niestety to uzależnienie było również uzależnieniem finansowym. Mamy słynną sprawę pożyczki moskiewskiej, finansowanie początków lewicy ze wschodu. Teraz gdyby się okazało, że partia liberalna była finansowana z zachodu, to jak najgorzej świadczy o autonomiczności polskiej polityki, o suwerenności naszego kraju i pokazuje, że ci wszyscy którzy mówią o zbyt dużych wpływach zewnętrznych na naszą politykę, na Polskę jako kraj - prawdopodobnie mają rację – mówi nam prof. Krasnodębski.
Rząd nie będzie się odnosił do tematu - tak Małgorzata Kidawa-Błońska skomentowała tekst we "Wprost", który - powołując się na Pawła Piskorskiego - napisał, że CDU finansowało Kongres Liberalno-Demokratyczny.
- To nie są pytania do rządu. To są sprawy dla odległej historii i na pewno rząd nie będzie się tym zajmował – powiedziała dziś rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska w programie I PR.
- Jeżeli jest tak jak rzeczniczka rządu powiedziała, że to dotyczy początków, to przecież ma to konsekwencje do dnia dzisiejszego. Ci ówcześni sponsorzy mają informacje, które w każdej chwili mogą ujawnić, pokazać jak to się odbywało. To świadczy o tym jak bardzo jesteśmy zależni od zagranicznych wpływów – dodaje Zdzisław Krasnodębski.