Gazeta dotarła do raportu, który obnaża nieudolność SM w Poznaniu. Z raportu komisji rewizyjnej wynika, że do jednych zgłoszeń nikt nie przyjeżdża, a do innych strażnicy potrafią jechać nawet kilkadziesiąt godzin od zgłoszenia. Fakt postanowił zbadać tą sprawę.
20 marca o godzinie 15.00 zgłoszono nielegalne wysypisko śmieci. Centrala przyjęła zgłoszenie. O godz. 19.00 reporterzy dowiedzieli się, że interwencji dziś nie będzie.
„Strażnik zapewniał nas jednak, że nasza interwencja będzie jedną z pierwszych realizowanych dnia następnego. Rano, tuż przed godz. 7 byliśmy na miejscu. Do godz. 13 nikt się nie pojawił, pomimo tego, że dwukrotnie dzwoniliśmy do straży miejskiej i prosiliśmy ponownie o interwencję patrolu. Od strażnika dyżurującego usłyszeliśmy, że śmieci nie uciekną...” – pisze fakt.pl.
– To jest zła organizacja pracy. Czasem interwencje straży miejskiej są podejmowane po takim czasie, że praktycznie nie ma nawet możliwości na ich potwierdzenie – powiedział gazecie radny PiS Poznania Szymon Szynkowski.
Tak było, gdy strażnicy przyjechali do nielegalnie palonych śmieci. Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli się nie doda, że przybyli dwa dni po zgłoszeniu.
To jest właśnie straż, za którą płacimy miliony.