W ubiegłym tygodniu na łamach „Wprost” ukazał się artykuł, w którym opisana została „nadzwyczajna aktywność” Neumanna w „lobbowaniu na rzecz prywatnej kliniki, która na 1,5 mln zł oszukała pacjentów”. Pomimo poważnych oskarżeń Donald Tusk nie zdecydował się na wyciągnięcie konsekwencji wobec wiceministra zdrowia.
Media sugerują, że zadziałał w tym przypadku mechanizm, który można było obserwować już wielokrotnie. Donald Tusk w sytuacji, gdy jego zaufani współpracownicy popadają w kłopoty często sugeruje: „Idź powalczyć. Jeśli przetrwasz, wtedy i ja nie zetnę ci głowy”.
Nieoficjalnie mówi się, że Neumann miał zostać następcą Bartosza Arłukowicza w resorcie zdrowia. Publikacja ujawniająca rolę wiceministra zdrowia w jednej z poważniejszych afer w resorcie może te plany pokrzyżować.
Cała sprawa dotyczy umowy na 12 mln zł, którą z mazowieckim NFZ miała Sensor Cliniq specjalizująca się w leczeniu wzroku. Gdy do NFZ masowo zaczęły wpływać skargi od pacjentów, po zarządzonej kontroli okazało się, że „klinika pobiera opłaty za zabiegi teoretycznie finansowane przez NFZ”. W sumie pacjenci zapłacili 1,5 mln zł za zabiegi i tak finansowane przez NFZ.
Umowa pomiędzy kliniką a NFZ została wymówiona, lecz zażalenie w tej sprawie złożyła klinika, a z publikacji „Wprost” wynika, że w tej sprawie interweniował sam wiceminister Neumann.
- Neumann interweniował nie tylko u szefowej NFZ. W listopadzie w sprawie zażalenia Sensora nagabywał ówczesnego zastępcę Agnieszki Pachciarz, Marcina Pakulskiego. Nieprzypadkowo. Pakulski w swojej kompetencji miał właśnie rozpatrywanie zażaleń. Z naszych informacji wynika, że Pakulski w listopadzie skarżył się Agnieszce Pachciarz, że czuje się przez Neumanna naciskany. W kierownictwie NFZ powróciła wtedy dyskusja, co zrobić z zażaleniem kliniki, której los tak bardzo zajmuje wiceministra – czytamy na łamach „Wprost”.