Jeszcze w sobotę władze nie wiedziały nawet, co się dzieje w kraju, a premier pytanie o pomoc dla miejscowości odciętych od świata w wyniku ataku zimy zbywał dziennikarzy słowami „nie męczcie mnie”. Tusk dość szybko się zreflektował, a po „rozmowie operacyjnej” z premierem wojewoda lubelska obiecywała, że jeśli ktoś do niej zadzwoni i zgłosi problem z dostępem do chleba, to ona sama mu ten chleb przywiezie. Wszystko wskazuje na to, że były to obietnice bez pokrycia.
Mieszkańcy Sińca w woj. lubelskim sami musieli odśnieżyć drogę dojazdową do swojej miejscowości, ponieważ obiecywana pomoc nigdy do nich nie dotarła. Co prawda na chwilę pojawił się wirnik mający odśnieżyć przejazd, ale po przejechaniu kilkuset metrów zawrócił i mieszkańcy więcej już go nie widzieli.
- Nikt nie przyjechał. Szkoda, że telewizji nie było w sobotę, kiedy sami musieliśmy szpadlami odśnieżać drogę . Dzwoniliśmy nawet do centrum zarządzania kryzysowego w Lublinie. Sam dzwoniłem tam siedem rasy, a kiedy wreszcie się dodzwoniłem, oni odesłali mnie do wójta. Co wójt może zrobić? On mówi, żebym dzwonił do starosty. Zadzwoniłem, akurat był tam też przedstawiciel dyrekcji dróg powiatowych i powiedział tylko „przecież u was jest już przejazd... ” - mówił na antenie TVN24 oburzony mieszkaniec Sińca.
Pozostali mieszkańcy również nie szczędzili słów krytyki pod adresem starosty Krasnegostawu.
- Przez 4 dni nie mogliśmy sprzedać mleka, bo nikt nie mógł do nas dojechać. Musieliśmy wszystko w dół wylać, bo nikt by już przecież tego nie kupił . Jak dzwoniłem do starostwa w Krasnymstawie i mówiłem, że kończy się chleb, to mi powiedzieli, żebym sobie od sąsiada pożyczył – podkreśla inny mieszkaniec zasypanej śniegiem miejscowości.
Mieszkający w Sińcu ludzie są oburzeni brakiem reakcji władz i uważają, że urzędnicy zostawili ich zdanych samych na siebie „licząc, że może przyjdzie odwilż”.