– Kolega powiedział mi o tej katastrofie i różnych spiskowych teoriach na jej temat. Nie lubię spiskowych teorii, więc chciałem mu udowodnić, że nie ma racji. Dlatego też zacząłem to sam sprawdzać – tłumaczył na antenie TV Republika motywy swojego zainteresowania tematem Glenn Jørgensen.
Duński naukowiec podkreśla, że jego obliczenia jednoznacznie wskazują, że samolot nie uderzył w brzozę, lecz przeleciał nad nią.
- Gdyby w nią uderzył, upadłby inaczej, niż to wynika z zapisów z czarnych skrzynek – tłumaczy duński inżynier.
Należy podkreślić, że w swoich obliczeniach, Jørgensen zastosował te same dane początkowe, na których opierała się komisja MAK.
- Przesunąłem trajektorie lotu tak, aby zgadzało się miejsce upadku samolotu, i okazało się, że samolot musiał przelecieć około 11 m nad drzewem. Moje dane są takie same jak prof. Kowaleczki, który wykonał analizę dla rządowej komisji (...) Choć jestem otwarty na inne analizy, według mnie skrzydło uległo zniszczeniu z powodu jednej lub dwóch eksplozji ponad drzewami – tłumaczy Jørgensen.
Duński ekspert sugeruje, że w dalszym wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej należy porzucić wątek „pancernej brzozy” i „pójść dalej”.
– Dla mnie teoria spiskowa to ta, której nie można dowieść na rzetelnych danych, a taki jest raport MAK (...) Nie skupiajmy się na uderzeniu w brzozę, bo to nieprawda, trzeba sprawdzić, co tak naprawdę się wydarzyło – podsumowuje Glenn Jørgensen.