Dyskusję o nauczaniu języków obcych sprowokował pracujący od wielu lat jako nauczyciel języka niemieckiego dr Artur Stopyra - korespondent reprezentujący "Deutsche Rundschau" z Kanady (czołową gazetę niemieckojęzyczną spoza Europy) , który przyznał, że „podziwia” Donalda Tuska za to, że premier „zna języki” i potrafi porozumieć się po niemiecku z kanclerz Angelą Merkel. Przedstawiciel mediów pytał o plany resortu edukacji związane z nauką języków obcych.
- Pan premier znakomicie zna język niemiecki, posługuje się pewnie też wieloma innymi językami. Bardzo podziwiam pana premiera, który rozmawia płynnie z panią kanclerz Angelą Merkel. Moje pytanie brzmi: Czy pan premier mógłby uczyć się języka niemieckiego w dzisiejszych warunkach, gdy 30 osób w klasie uczy się tego języka, przy podziale 2 godzin w tygodniu, co jest po prostu skandaliczne? - pytał premiera.
Tusk wyjaśnił, że jeśli chodzi o język niemiecki, to jest samoukiem, a po chwili dodał, że w przeciwieństwie do języka rosyjskiego, którego musiał uczyć się w szkole, języka niemieckiego uczyła go babcia dając mu teksty „z różnych gazetek”.
- Nigdy nie uczyłem się niemieckiego w szkole, to babcia mnie go uczyła, a teraz lepiej mówię po niemiecku niż po rosyjsku – mówił wyraźnie zadowolony z siebie premier.
Na konferencji prasowej resort edukacji przedstawił plany na rok 2014 rok. Priorytetami MEN będzie dla obniżenie wieku obowiązku szkolnego do sześciu lat, obniżenie cen podręczników szkolnych i dobre przygotowanie absolwentów szkół do wejścia na rynek pracy.
- Troską rządu jest zmniejszenie wydatków rodziców na edukację ich dzieci (...) Główny problem, który zidentyfikowaliśmy, a jest to problem narastający, to koszty, które ponosi polski rodzic w związku z edukacją swojego dziecka - powiedział premier Donald Tusk, zapowiadając, że od 1 września 2014 r. uczniowie I klasy szkoły podstawowej otrzymają darmowy podręcznik.
Tusk przekonywał, że obowiązkowy podręcznik dla pierwszoklasistów pozwoli wyeliminować „swojego rodzaju patologie na rynku podręczników i pomocy naukowych”. Według premiera koszt produkcji podręcznika dla ok. 550 tys. pierwszoklasistów na 1 września 2014 r. nie powinien przekroczyć 10 mln zł. Tusk podkreślił, że obecnie rodzice wydają na tzw. boxy w pierwszej klasie blisko 140 mln zł.
- Szkoła nigdy nie będzie za darmo. Ale chcemy radykalnie zredukować koszty (...) Szukaliśmy analogii w innych krajach. Nie chcemy odkrywać Ameryki. Zapowiadaliśmy, że nie będziemy w szkole działali rewolucyjnie, bo polska szkoła ma dość rewolucji. Chcemy chronić polską szkołę przed niepotrzebnymi wstrząsami, natomiast będziemy reagować i korygować ten system wszędzie tam, gdzie jest on wyraźnie przepłacany przez rodziców – mówił Donald Tusk.
Minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska tłumaczyła z kolei, że resort planuje także wprowadzenie darmowych podręczników dla całego etapu nauczania i potwierdziła, że po przygotowaniu podręcznika dla pierwszej klasy, będzie powstawał podręcznik dla drugiej i trzeciej klasy. Jednocześnie MEN planuje, że podręcznik będzie mógł być wykorzystywany minimum przez trzy kolejne roczniki.
- Rynek podręczników jest tylko pozornie wolny. Wolny po stronie wydawców, a nie po stronie rodziców, którzy produkt muszą kupić. Ceny są z roku na rok coraz wyższe. Są one drukowane na takim papierze, którego nie powstydziłyby się nawet albumy. Są to wydatki jednoroczne. Zdecydowaliśmy się na dosyć radykalny, ale w moim odczuciu jedyny ruch. MEN weźmie na siebie obowiązek przygotowania i dostarczenia do szkół podręcznika, który z punktu widzenia rodzica będzie bezpłatny (...) Gdy podręczniki staną się własnością szkoły, skończą się koszty z coroczną wyprawką – tłumaczyła szefowa MEN.