Starosta sanocki Robert Pieszczoch powiedział PAP, że zarząd nie wyklucza spełnienia postulatu protestujących. Wyjaśnił, że chciał, by podczas poniedziałkowego spotkania związkowcy i dyrektorka przedstawili swoje stanowiska jednocześnie.
– Chcieliśmy to w normalny, cywilizowany sposób wyjaśnić w obecności dwóch stron na zarządzie, gdzie wszystko jest zapisywane, protokołowane, i podjąć decyzję – powiedział.
W posiedzeniu uczestniczyli wszyscy członkowie zarządu, dyrektorka szpitala, trzech prawników reprezentujących placówkę, prawnik starostwa, przedstawicielka kadr szpitala oraz naczelna pielęgniarka. Związkowcy nie przyszli. Pieszczoch powiedział, że nie zna powodu ich nieobecności. Jak dodał, zaproszenie wysłano pisemnie i mailem, a w piątek rozmawiał z protestującymi w szpitalu.
Ewelina Machnica, przewodnicząca Regionu Podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, powiedziała PAP, że rozumie decyzję związkowców.
– Słusznie. Ja też bym nie poszła na to spotkanie. Tych spotkań było kilka i one nie przyniosą żadnego rezultatu, bo to jest bicie piany. Starosta swoje, związkowcy swoje, a pani dyrektor swoje – oceniła.
Podkreśliła, że protestujący mają jeden postulat: odwołanie obecnej dyrektorki.
Starosta zaznaczył, że Kacperska kieruje szpitalem od końca sierpnia i jego zdaniem częste zmiany na stanowisku dyrektora utrudniłyby restrukturyzację placówki. Poinformował, że od objęcia przez nią funkcji zwolniono 65 osób, a około 20 kolejnych otrzymało wypowiedzenia. Dodał, że wynik finansowy szpitala się poprawił, za ostatni miesiąc wyniósł 2,3 mln zł, podczas gdy w niektórych wcześniejszych miesiącach tego roku było to około 4 mln zł.
Protestujący domagają się odwołania dyrektorki, zarzucając jej brak dialogu ze związkami. Podkreślają, że nie sprzeciwiają się zmianom ani redukcji zatrudnienia, lecz sposobowi ich wprowadzania. Zadłużenie szpitala przekracza 220 mln zł. Od sierpnia pracownicy otrzymują 70 proc. wynagrodzenia.
Protest głodowy rozpoczął się w czwartek po południu z udziałem czterech pracowników. Do poniedziałku liczba protestujących wzrosła do około 50 ze wszystkich grup zawodowych szpitala.
– Są w kiepskiej kondycji fizycznej, ale oni nie odpuszczą – powiedziała Machnica.
Pieszczoch powiedział PAP, że dotarły do niego niepotwierdzone informacje o przyjeździe do Sanoka związkowców z innych części kraju. Machnica potwierdziła, że mówiła staroście o takich planach kilka dni wcześniej, gdy rozpoczynał się protest.
– Jeżeli sprawa w Sanoku nie rozwiąże się na poziomie lokalnym, to my wkraczamy do akcji. Tak, będzie protest ogólnopolski – powiedziała.