Pod wpływem klubu resort obrony narodowej zgodził się na kontrowersyjną asystę honorową podczas pogrzebu gen. Floriana Siwickiego, który współdowodził interwencją Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku, a w stanie wojennym stał na czele Sztabu Generalnego. Według Piotra Gontarczyka z IPN, był to człowiek, który splamił polski mundur.
To nie koniec. „Udział w uroczystościach wojskowych i państwowych oraz innych o charakterze patriotycznym" oraz „opieka nad pomnikami i miejscami pamięci narodowej" – m.in. takie zadania ma dla MON realizować Klub Generałów.
– Takie kontakty są formą legitymizacji dawnych działań tych osób – ostrzega historyk prof. Andrzej Paczkowski. Słowa te potwierdza spotkanie klubu z prezydentem Komorowskim. Brał w nim udział m.in gen. Józef Szewczyk - w stanie wojennym naczelny prokurator wojskowy zaangażowany w najważniejsze śledztwa, który po wyroku na członków komitetu strajkowego kopalni Wujek interweniował, bo jego zdaniem strajkujący otrzymali zbyt niskie kary. Z okazji 90. urodzin drobny upominek od prezydenta otrzymał z kolei gen. Piotr Przyłucki. W grudniu 1970 roku był zastępcą dowódcy Pomorskiego Okręgu Wojskowego, którego wojska pacyfikowały robotników na Wybrzeżu.
Stowarzyszenie generałów powstało w 1996 roku, a w jego skład wchodzi obecnie około 80 osób – informuje „Rzeczpospolita”. Jego członkiem jest też gen. Józefa Baryła z WRON i Biura Politycznego KC PZPR. Klub ma też dobre relacje z gen. Wojciechem Jaruzelskim.