Oficjalnie Państwowa Komisja Wyborcza jeszcze milczy i wciąż liczy głosy, ale nieoficjalnie wiadomo już, że dojdzie do referendum w Warszawie. Zweryfikowano autentyczność 140 tys. głosów z ponad 230 tys. zebranych. Więcej już nie trzeba liczyć.
Jak napisał na Twitterze Jan Artymowski, sekretarz Generalny SD: „1
40 tysięcy podpisów pod wnioskiem o warszawskie referendum zweryfikowane. Reszty komisarz wyborczy sprawdzać nie będzie. Referendum pewne”.
Według informacji portalu 300polityka.pl komisarz wyborczy czeka teraz na poniedziałkowe posiedzenie PKW, która o 15.00 rozpatrzy skargę wyborczą posła PO i szefa mazowieckich struktur partii Andrzeja Halickiego dotyczącą
ważności części wzorów, na których zbierane były podpisy. Po tym rozstrzygnięciu, komisarz zacznie przygotowywać do publikacji odpowiednie protokoły i obwieszczenia.
Do bojkotu referendum wezwał ostatnio premier Donald Tusk stwierdzając, że "najbardziej prezydent Warszawy można pomóc, nie idąc do urn ". O to samo ku zdziwieniu politologów kilka dni temu apelował także prezydent Bronisław Komorowski.
Takiej taktyki nie akceptuje lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej - współorganizatora referendum - Piotr Guział, burmistrz Ursynowa. -
Apelujemy do Platformy Obywatelskiej: oddajcie lemingom dowody - mówił i dodał, wysoka frekwencja będzie zwycięstwem demokracji.
By referendum było ważne, udział w nim będzie musiało wziąć prawie 400 tysięcy ludzi czyli 3/5 liczby wyborców, którzy wzięli udział w wyborze odwoływanego organu.
W wyborach na prezydenta Warszawy w 2010 r., w których zwyciężyła Gronkiewicz-Waltz, wzięło udział 649 049 osób. Oznacza to, że referendum w sprawie jej odwołania będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 389 430 osób.
Źródło: Twitter,niezalezna.pl,300polityka.pl
kp