- Nie ma żadnego powodu, aby tego co robili Ukraińcy podczas II wojny wobec Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej nie nazywać inaczej niż ludobójstwo. Ta zbrodnia w świetle prawa jest ludobójstwem. Ona jest również tak traktowana przez IPN i tak jego prokuratury rozpatrują te sprawy. Ta prawna kwalifikacja jest przyjmowana. IPN zna to najlepiej, bo jest blisko tych świadectw i dokumentów.
Nie ma innego powodu, aby polski prezydent, premier, Sejm, czy Senat nie używał tego określenia. Po co używa się jakiś synonimów, jak; konflikt, czystka etniczna, mord, rzeź itd. To jest kuriozum.
W świetle prawa było to ludobójstwo i jako takie nie podlega przedawnieniu. Nakłada to na państwo polskie obowiązek ścigania sprawców. Obowiązek też zadośćuczynienia rodzinom ofiar. Nie musi być ono zaraz finansowe, może mieć wymiar moralny. My nie wiemy co stoi na przeszkodzie, że wielu osobom nie może przejść przez gardło słowo: ludobójstwo.
Pan Juszczenko jako prezydent Ukrainy, którego Polska tak popierała, ogłaszał bohaterami swojego kraju Suchewycza czy Banderę – odpowiedzialnych właśnie za to ludobójstwo. Czym się kierował? Interesem Ukrainy! I wcale go nie obchodziło, co myślą wtedy Polacy czy rodziny zamordowanych ofiar. Myślał tylko o swoim interesie.
My się oglądamy na innych, rozpatrujemy to na płaszczyźnie międzynarodowej. A gdzie prawda? Gdzie pamięć o tylu tysięcy naszych ofiar? – pyta Szakalicka.