Wydany w piątek wyrok gdańskiego Sądu Pracy, który unieważnia zwolnienie z pracy Damiana Kramskiego, nie jest prawomocny. Pełnomocnik Agory SA zapowiedział odwołanie.
Jak tłumaczyli w rozmowie z press.pl przedstawiciele „Solidarności” w Agorze, decyzja sądu może stać się precedensem, który umożliwia innym fotoreporterom dochodzenia swoich praw.
Jak przypomina press.p, na początku ub.r. Agora przedstawiła fotoreporterom do podpisu aneksy do umów o pracę, w których mieli zrzec się praw do honorarium za publikację zdjęć z archiwum (zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami połowa kwoty za publikowane zdjęcie trafiała na konto fotoreportera). - To średnio kilkanaście tysięcy złotych rocznie - mówi jeden z fotoreporterów „Gazety Wyborczej”. Odmowa podpisania tego aneksu oznaczała zwolnienie z pracy.
- Mój przypadek był szczególny, bo w listopadzie 2011 roku zmniejszono podstawę mojej pensji o 70 proc., przez co dostawałem 1,2 tys. zł podstawy plus honoraria za publikowane zdjęcia - mówi Damian Kramski. - Przedstawiony mi na początku ub.r. aneks był dla mnie niekorzystny również dlatego, że zakazywał pracy na rzecz konkurencji. Gdybym go podpisał, musiałbym pracować tylko dla Agory, mając bardzo skromną podstawę i potencjalne, bardzo niepewne zyski z honorariów autorskich za publikowane zdjęcia. Pracowałem dla Agory od 1996 roku, trzy razy pojechałem do Afganistanu. Uznałem, że nie zasłużyłem na takie traktowanie - argumentuje Kramski.
Agora uznała, że sprawa dotyczy wewnętrznych spraw spółki i dlatego biuro prasowe odmówiło jej komentowania.