W środę islamiści zaatakowali eskortowany przez algierskie siły bezpieczeństwa autobus przewożący pracowników na pole gazowe oddalone o ok. 40 km od In Amenas. Później napastnicy przypuścili atak na kompleks, w tym miejsce zakwaterowania pracowników, niedaleko granicy z Libią i wzięli 639 zakładników, w tym 132 obcokrajowców.
Według doniesień medialnych wśród porwanych byli obywatele Algierii, Wielkiej Brytanii, Japonii, USA, Francji, Holandii i Austrii.
Źródła w algierskich siłach bezpieczeństwa cytowane przez państwową agencję APS podały, że od początku szturmu sił algierskich zginęło 12 zakładników - Algierczyków i cudzoziemców. Źródło to nie podało, skąd pochodzili zabici cudzoziemcy, i zastrzegło, że są to tylko wstępne dane.
Porwani cudzoziemcy byli potrzebni bojownikom powiązanym z Al-Kaidą islamskiego Maghrebu (AQIM) do szantażowania Francji, która na prośbę malijskich władz od poniedziałku dokonuje nalotów na bazy islamistów na północy Mali, a w nocy z wtorku na środę przystąpiła do ofensywy lądowej. Dlaczego islamiści wybrali Algierię jako cel? Z zemsty za to, że władze w Algierze otworzyły swoją przestrzeń powietrzną dla francuskich samolotów bojowych. Islamscy radykałowie od początku interwencji w Mali groziły Paryżowi odwetem. Środowe wydarzenia potwierdziły najgorsze obawy algierskich władz, dotyczące rozprzestrzenienia się konfliktu na cały region.