Według eksperta gazety ds. polityki wschodniej zwolennikami powstania obrazu są najbardziej konserwatywne kręgi w Polsce, które chętnie rozpowszechniają tezę o zamachu. „Reszta się zastanawia nad jednostronną wypowiedzią filmu, zaledwie dwa lata po katastrofie” – ciągnie Smolar. Jego zdaniem Antoni Krauze, reżyser filmu, który jeszcze nie powstał, nie kryje się z tym, że wierzy w zamach i spisek ws. Smoleńska. Nie wskazuje jednak na autorów spisku.
„Film nie ukaże się przed kwietniem 2014 r. Tymczasem Antoni Krauze usiłuje uzbierać fundusze niezbędne do jego powstania. Wymagana suma to 2,5 mln euro, czyli 10 mln zł. W tym celu została utworzona fundacja Smoleńsk 2010. Przewodniczącym rady fundacji jest prawicowy publicysta Bronisław Wildstein. Nie ma mowy o finansowaniu publicznym filmu, wówczas bowiem władze, które zdaniem zwolenników zamachu ukrywają prawdę o katastrofie, mogłyby wpłynąć na jego zawartość” – podkreśla Smolar.
Według niego brak funduszy to niejedyny problem, z którym musi zmierzyć się Krauze. Brak bowiem aktorów, którzy chcieliby się zaangażować w „tak partyjne przedsięwzięcie”.
Jak wyjaśnia dziennikarz Piotr Smolar, za filmem kryje się pośrednio PiS, choć partia „odmówiła jego sfinansowania”. „Marian Opania, który zagrał w filmie »Człowiek z żelaza« Andrzeja Wajdy, nie chciał przyjąć roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Za to ściągnął na siebie gromy ze strony konserwatystów, z których niektórzy zasugerowali mu, by postarał się o rolę Władimira Putina” – dodaje .