Kodeks karny stanowi: "Kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".
Kule powinny świstać, a mamy kabaret. Bo kolejny przesąd to wiara w pacyfizm. Wiara, że tu można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną w sposób nagły, drastyczny wyprawieni na tamten świat z tuzin redaktorów "Wyborczej" i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych - TVN. Nie wspominam o etatowych zdrajcach ze starego reżimu. Jeśli się nie rozstrzela co dziesiątego, to znaczy: hulaj, dusza, piekła nie ma. Jeżeli nie karze się śmiercią za zdradę, to co? - tak powiedział Braun podczas wrześniowego spotkania dyskusyjnego w Klubie Ronina.
Po raz kolejny okazało się jednak, że prokuratura inną miarą traktuje wypowiedzi, które można wziąć za nawoływanie do popełnienia zbrodni. Gdy Janusz Palikot mówił o "zastrzeleniu i wypatroszeniu Jarosława Kaczyńskiego", o śledztwie nie było mowy. Podobnie było w przypadku słynnych słów Radosława Sikorskiego o "dorżnięciu watahy".
Film Grzegorza Brauna "Towarzysz generał idzie na wojnę" - poświęcony Wojciechowi Jaruzelskiemu i stanowi wojennemu - można nabyć wraz z najnowszą "Gazetą Polską"