Wykładowcy, pracownicy samorządów, urzędnicy służby cywilnej oraz pracownicy urzędów państwowych u schyłku kariery mogą się znaleźć bez środków do życia.
Według istniejącego prawa mogą oni zostać zwolnieni z pracy, jeśli tylko skończą 65 lat. W rezultacie przez kilka miesięcy, w skrajnych przypadkach nawet przez dwa lata, nie będą otrzymywali ani wynagrodzenia, ani świadczeń z ZUS.
Tę ewidentną niedoróbkę legislacyjną krytykują eksperci i związkowcy. – To efekt tego, że projekty ustaw kierowane przez rząd do Sejmu nie są dopracowane – uważa prof. Jerzy Paśnik, konstytucjonalista.
Łamane są przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 20 czerwca 2002 r. w sprawie Zasad techniki prawodawczej. To właśnie tam znajduje się zapis, że ustawa powinna wyczerpująco regulować daną dziedzinę spraw, nie pozostawiając poza zakresem swego unormowania innych istotnych jej fragmentów. Teoretycznie nie powinno więc dojść do sytuacji, że przepisy podnoszące wiek emerytalny są sprzeczne z tymi nakazującymi zwolnienie z pracy - alarmuje "DGP".

