Sawicka jest oskarżona o przyjęcie 100 tys. zł łapówki od podających się za biznesmenów agentów CBA. Wądołowski także miał zostać przez nich skorumpowany w ramach policyjnej prowokacji. Obojgu grozi do 10 lat więzienia.
"Trudno dostrzec w tej sprawie okoliczności łagodzące. Jedyna - to wcześniejsza niekaralność oskarżonych. Kary nie mogą być łagodne, zważywszy na funkcje publiczne, jakie sprawowali podsądni - członek władzy ustawodawczej i przywódca wspólnoty lokalnej - przeliczyli na pieniądze zaufanie, jakim obdarzyli ich wyborcy, nie powinni więc liczyć na łagodne kary. Popełnili przestępstwa z chciwości" - mówił prok. Rafał Maćkowiak, uzasadniając żądanie kar.
"Korupcja narusza demokrację, godzi w stabilność rozwoju społeczeństwa, obok przestępczości zorganizowanej to największe zagrożenie dla instytucji państwowych" - oświadczył na wstępie oskarżyciel.
Według niego prowokację policyjną wobec Sawickiej i Wądołowskiego zastosowano prawidłowo, w zgodzie z prawem polskim, międzynarodowym oraz zgodnie z orzecznictwem trybunałów międzynarodowych. "I Sawicka, i Wądołowski przyznali, że przyjęli przedmioty o obiektywnie wysokiej wartości - od biznesmenów - jako posłanka na Sejm i jako burmistrz. Choćby z tego powodu ich zachowanie powinno podlegać karze" - uznał.
"Tylko dajcie kasę"
Oskarżyciel wrócił do stycznia 2007 r., gdy trwał organizowany przez pewną firmę kurs dla członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa (po którym zdaje się państwowy egzamin). Jak podkreślił prok. Maćkowiak, CBA skierowała na ten kurs swego człowieka ("agenta Tomka", znanego pod kryptonimem Tomasz Piotrowski - to dzisiejszy poseł PiS Tomasz Kaczmarek) wcześniej, niż zapisała się na niego grupa posłów.
Prokurator przypomniał, że uczestnicy kursu zeznawali, iż "Piotrowski nikomu się nie narzucał". "Posłowie zresztą nie ujawniali, że są parlamentarzystami - zaczęła o tym mówić Sawicka. Mało tego, Sawicka podjęła działania w celu załatwienia zdania egzaminu państwowego na członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Była o tym mowa na kolacji, jaką Sawicka zorganizowała w hotelu Sheraton, ale osoba, którą posłanka o to poprosiła, odmówiła spełnienia tej prośby" - powiedział prok. Maćkowiak.
To po tych zdarzeniach w kierowanym przez Mariusza Kamińskiego CBA miała zapaść decyzja o rozpoczęciu rozpracowywania Sawickiej (której CBA nadało kryptonim "Święta" w ramach operacji "słonecznik"). Posłanka podjęła się skontaktowania "biznesmenów" z burmistrzem helu Mirosławem Wądołowskim. W tym celu nawiązała kontakt z pomorskim posłem PO Markiem Biernackim, który jednak - jak zapewniła prokuratura - nie podjął się tej roli i nie miał pojęcia, że Sawicka się na niego powołuje. Poprosiła też "biznesmena" o butelkę dobrego alkoholu dla posła. Dano jej 30-letnią szkocką whisky za 2,3 tys. zł - rzekomo dla Biernackiego, a dla niej - ekskluzywne pióro z brylantem za ponad 2 tys. zł. Biernacki kategorycznie odmówił przyjęcia butelki, ale Sawicka zapewniała agenta CBA, że "razem z Markiem pili tę whisky".
Posłanka rozmawiała też z agentem o pieniądzach na kampanię wyborczą - mówił prokurator, wskazując, że namawiała, by nie przekazywać jej pieniędzy bezpośrednio tak przeznaczonych. "Każdy z nas jakiś biznes prowadzi" - powiedziała agentowi. Pytana, jak te pieniądze miałaby otrzymać, odparła: "przynosi się w torbie, nic więcej". "W politykę się nie musicie mieszać, tylko dajcie kasę" - mówiła innym razem do udających biznesmenów agentów CBA.
Miała też prywatyzować służbę zdrowia
Na spotkaniu z Wądołowskim - mówił prokurator - biznesmen - agent CBA "Marek Przesławski" pytał, co burmistrz chce w zamian za to, że kupią nieruchomość pod kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy. Wądołowski miał odpowiedzieć, że w zamian będzie chciał zarządzać tym kompleksem, gdy już powstanie. Według prokuratury "jest to fakt bezsporny". Otrzymał od agentów elegancki zegarek za 8 tys. zł oraz markową skórzaną teczkę, a w niej 150 tys. zł. Prokuratura podtrzymuje, że Wądołowski zapewniał "biznesmenów" poleconych mu przez Sawicką, że za pośrednictwem swoich ludzi w samorządzie dokona zmian w planie zagospodarowania przestrzennego Helu, tak aby mogli kupić nieruchomość pod kompleks wypoczynkowo-rekreacyjny.
Według oskarżenia Sawicka powołując się na wpływy u burmistrza Helu i przekonując o ich realności oraz podejmując się za łapówkę pośrednictwa w nabyciu działki na Helu, popełniła przestępstwo płatnej protekcji, nakłaniała też do korupcji burmistrza. Wądołowski zaś przyjął łapówkę - pieniądze i drogi zegarek - w zamian za co podjął działania, by zniekształcić przebieg przetargu na sprzedaż nieruchomości na Helu.
CBA zatrzymało Sawicką, posłankę PO, w październiku 2007 r., gdy przyjmowała łapówkę za ustawienie przetargu na zakup dwuhektarowej działki na Helu. Z przedstawionych przez ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego podsłuchów posłanki wynikało, że liczyła ona też na robienie interesów w związku ze spodziewaną po wyborach prywatyzacją w służbie zdrowia.
Już po wygaśnięciu jej immunitetu Sawicka została zatrzymana w listopadzie 2007 r. przez CBA, po czym prokuratura postawiła jej zarzuty. Sąd zwolnił ją za 300 tys. zł kaucji.
CBA nie przekroczyło uprawnień
Sawicka zeznała na wcześniejszej rozprawie, że "agent Tomek" prowokował ją rzekomo do zachowań, korupcyjnych przez zbliżanie się do niej emocjonalnie. Z zawiadomienia Sawickiej w 2008 r. prokuratura badała, czy funkcjonariusze CBA przekroczyli swoje uprawnienia,
- Prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo w tej sprawie. Uznała, że CBA nie przekroczyło swoich uprawnień. To sprawa prawnie przesądzona - mówił "Gazecie Polskiej Codziennie" były wiceszef Biura Maciej Wąsik.
To samo wynikało z przytoczonych w sądzie przez prokuratora Maćkowiaka słów samej Sawickiej, zarejestrowanych przez CBA w toku prowadzonych działań operacyjnych.
- Ja Tomka lubię i szanuję. To szczera przyjaźń ludzi, którzy coś osiągnęli, a mieli trudne dzieciństwo - mówiła w 2007 r. Sawicka.
Jak dowodził prokurator Maćkowiak, działania CBA wobec Sawickiej i Wądołowskiego prowadzono prawidłowo, w zgodzie z polskim prawem oraz zgodnie z orzecznictwem trybunałów międzynarodowych.
Prokurator zwracał uwagę, że to Beata Sawicka była stroną inspirującą działania prowadzące do korupcji. Domagała się od agentów podających się za biznesmenów łapówki dla siebie i burmistrza Helu. Nie wykluczała też, że osobiście mu ją wręczy. - Gdyby się to wydało, to z więzienia bym nie wyszła. Przynosilibyście mi sucharki - mówiła podczas spotkania z funkcjonariuszami występującymi w roli biznesmenów.

