Krzysztof Rutkowski, funkcjonariusz ZOMO w latach 80., tuż przed rozwiązaniem Milicji Obywatelskiej został dyrektorem agencji ochroniarskiej Sekuritas. Niedługo później uzyskał jedną z pierwszych w Polsce, po zmianie politycznego systemu, koncesji detektywistycznych i został właścicielem własnego biura detektywistycznego „Rutkowski”. Zaangażował się też w działalność polityczną. Startował do Sejmu z listy BBWR-u Lecha Wałęsy, ale do parlamentu dostał się dopiero z list Samoobrony. Gdy szef partii Andrzej Lepper z trybuny sejmowej oskarżył najważniejsze osoby w państwie o korupcję i złodziejstwo, Rutkowski wystąpił z klubu Samoobrony. Nie powiodła się mu kolejna próba dostania się do Sejmu, tym razem z list PSL-u.
Przeprowadzając akcje detektywistyczne za granicą, Rutkowski niejednokrotnie dopuszczał się łamania prawa międzynarodowego. Przy zatrzymaniu w czeskim Cieszynie osoby podejrzanej o zabójstwo doprowadził do zgrzytu dyplomatycznego między Czechami a Polską. Czeskie MSZ zaprotestowało, gdyż doszło do zatrzymania bez porozumienia z czeskimi władzami. Okazało się, że ówczesny poseł posłużył się paszportem dyplomatycznym niezgodnie z prawem międzynarodowym. Podobnego wykroczenia dopuścił się podczas akcji w Szwecji, w której zatrzymał szantażystów polskiego biznesmena.
W 2007 r. detektyw i były poseł Samoobrony został aresztowany w związku ze śledztwem dotyczącym śląskiego barona paliwowego, właściciela firmy z Siemianowic Śląskich. Rutkowski zemdlał na sali rozpraw, gdy sąd miał orzec, czy ma trafić do aresztu. Sędziowie nie ulegli grze detektywa i wydali decyzję o areszcie na trzy miesiące. Prokuratorzy zarzucali Rutkowskiemu udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych w zamian za korzyści majątkowe i poświadczanie nieprawdy. Sprawa nie została ostatecznie rozstrzygnięta.
Cały tekst ukazał się w weekendowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”
