Blisko miesiąc temu stołeczny radny PiS Maciej Maciejowski ogłosił, że chce rozebrania pomnika polsko-sowieckiego braterstwa broni na warszawskiej Pradze. Wkrótce potem znalazł w swojej monitorowanej skrzynce z korespondencją skierowaną do radnych długi list, pełen obelg i gróźb pozbawienia go życia oraz gwałtu na żonie i 3-letniej córce. Maciejowski zgłosił tą sprawę na policję, ale już następnego dnia Prokuratura Rejonowa umorzyła śledztwo. Przedwczoraj radny odebrał informację z uzasadnieniem prokurator Anny Karbowskiej. Prokurator Karbowska stwierdziła, że „z kontekstu sytuacyjnego wynika, że jego obawy o życie nie mają żadnego uzasadnienia”. Prokuratura użyła takiego uzasadnienia, chyba nie biorąc pod uwagę zeszłorocznego ataku Ryszarda C. na biuro PiS w Łodzi. Maciejowski otrzymywał też w ostatnim czasie, szczególnie po swoich internetowych wypowiedziach nt. prezydenta Polski, wiele innych pogróżek.
Tekst ukazał się w czwartkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.
