Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Między traktatem a dobrosąsiedztwem

O realnych problemach w relacjach polsko-niemieckich i odpowiedzialności polskiej dyplomacji za ich powstawanie i nabrzmiewanie mówili w Sejmie eksperci i paneliści  konferencji zorganizo

Autor:

O realnych problemach w relacjach polsko-niemieckich i odpowiedzialności polskiej dyplomacji za ich powstawanie i nabrzmiewanie mówili w Sejmie eksperci i paneliści  konferencji zorganizowanej w 20 lecie traktatu o dobrym sąsiedztwie.

– Gazociąg Nordstream będzie pomnikiem niemieckiej arogancji na Bałtyku. Niemcy tym przedsięwzięciem podważyli ducha polsko-niemieckiego traktatu i okazali lekceważenie sąsiadom – mówił b. wiceminister gospodarki Piotr Naimski podczas konferencji eksperckiej zorganizowanej w Sejmie przez PiS i Europejskich Konserwatystów i Reformatorów PE. Jak podkreślił Naimski, dla poprawy polsko-niemieckich relacji należy rozmawiać, jak uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości i szukać rekompensat.

Naimski analizował też zapisy traktatu w kontekście budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu po dnie Bałtyku. Jak stwierdził, decyzja Niemców o udziale w wymarzonej przez Moskwę inwestycji, nie łamie litery traktatu, lecz znacznie więcej – ducha traktatu. – Dla doraźnej korzyści jednej ze stron nie warto rujnować zaufania, które najtrudniej jest odzyskać – mówił w odniesieniu do stosunków polsko-niemieckich Naimski.

W konferencji prowadzonej przez Tomasza Porębę wiceprzewodniczącego delegacji PiS w PE i Mariusza Błaszczaka szefa klubu PiS, uczestniczył przedstawiciel Ambasady Niemiec w Polsce, minister pełnomocny Andreas Meitzner. Wygłoszona przez niego bardzo pochlebna ocena 20-lecia funkcjonowania traktatu, spotkała się z replikami ze strony pozostałych dyskutantów.

Większość z nich, odnosząc się do konsekwencji funkcjonowania traktatu, zwracała uwagę na asymetrię w traktowaniu polonii w Niemczech i mniejszości niemieckiej w Polsce. Nie uwzględniał on istnienia polskiej mniejszości narodowej w Niemczech, nie rozwiązał kwestii majątkowych, i odszkodowań za okres II wojny światowej.

– Nie obwiniałbym Niemców, że traktat został sformułowany w taki sposób że miał dla nas przykre następstwa. Winę raczej widziałby po stronie polskich negocjatorów – mówił red. Piotr Cywiński.
Niemcy – jak mówił – państwo prawa powołują się na to, że polscy negocjatorzy nie zapewnili ujęcia w traktacie polskiej mniejszości, która została unicestwiona w czasie II wojny światowej. W traktacie nie było też mowy o odszkodowaniach, podkreślał redaktor. – Interes Niemców w tym, by mniejszości było jak najmniej, mogę zrozumieć. Nie mogę pojąć postawy naszych polityków, którzy nie mieli determinacji, by bronić polskich interesów –mówił Cywiński. Przypomniał, że w 1998 gdy w kampanii wyborczej rywalem Helmuta Kohla był Gerhard Schroeder, wytykał urzędującemu kanclerzowi uprawianie polityki ponad głowami Polaków. Po wygranych wyborach to Schroeder jako pierwszy kanclerz pojawił się na zjeździe Związku Wypędzonych. To była jego taktyka wyborcza, za którą nie ma sensu go winić.

Podczas konferencji dyskutowano też o piątkowej uchwale Bundestagu i międzypaństwowym porozumieniu kończącym obrady okrągłego stołu polsko-niemieckiego. PiS w liście podpisanym przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego negatywnie oceniło to rezultaty tego porozumienia, wskazując iż przedstawiciele polscy już na początku zaniechali ubiegania się o status mniejszości narodowej dla Polaków w Niemczech. Jako skandaliczne określił prezes PiS odniesienie się w tym dokumencie do postanowień dotyczących postępowania władz Polski wobec zamieszkujących nasze terytorium innych niż niemiecka mniejszości narodowych i grup etnicznych.

PiS przyjęło też z ubolewaniem opatrzenie uchwały Bundestagu oddającej hołd wymordowanej w czasach II wojny światowej Polonii wzmianką na temat wypędzeń osłabiającą jej wydźwięk.

Do negatywnej oceny efektów okrągłego stołu polsko-niemieckiego dodał swój głos europoseł Ryszard Czarnecki. Nie ustalono na przykład, jakie finansowe wsparcie uzyska społeczność polska w Niemczech. Jako jeden z przejawów fatalnej asymetrii w relacjach polsko-niemieckich europoseł wskazał, iż dotacje na przedsięwzięcia kulturalne polskiej społeczności w Niemczech są coraz mniejsze, choć w Polsce dla mniejszości niemieckiej, mimo kryzysu, nie maleją.  Jak dodał, napawa go zgrozą, iż stanowisko polskiego rządu przypomina niemiecki punkt widzenia w kwestii polskiej mniejszości w Niemczech.

O ciągłym krytykowaniu tych po stronie polskiej, którzy dostrzegają problemy w relacjach obu państw - mówił z kolei na konferencji prof. Zdzisław Krasnodębski. Obwinia się za to najczęściej obecną opozycję, osoby związane z myśleniem konserwatywnym, podkreślał profesor. – Chcemy jak najlepszych stosunków z Niemcami – kontrował Krasnodębski. – Jeśli mówimy o problemach, to nie by pogorszyć lecz poprawić sytuację i dojść do realnego partnerstwa – zaznaczył profesor. Dla niego znamienne było, iż obecnie Bundestag przyjmując omawianą wcześniej uchwałę, miał problem z uznaniem istnienia w przeszłości polskiej mniejszości narodowej w Niemczech.
– Tyle mówi się o niemieckim rozliczeniu z przeszłością. Przedstawia się nawet Niemcy jako pewien wzór pod tym względem. Przezwyciężenie przeszłości w Niemczech tak na prawdę jednak nigdy nie dotyczyło Polski – mówił profesor.
– Obecna ekipa rządząca w Polsce w imię źle pojętej przyjaźni zamiata wszystkie problemy pod dywan – mówiła senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk . – Warszawa w każdej sprawie zajmuje stanowisko defensywne, co musi się podobać naszym sąsiadom, ale nie ma nic wspólnego z obroną naszych interesów narodowych – mówiła senator.




Z kolei mec. Stefan Hambura zwrócił uwagę na projekt polskiej ustawy reprywatyzacyjnej. – Jeżeli kiedykolwiek miałby wejść w życie, nawet w uszczuplonej wersji, to jego zapisy są niezgodne z prawem unijnym. Gwarantuję że powrócą problemy polsko-niemieckich roszczeń. Ta batalia nie jest nam potrzebna, trzeba to wcześniej przedyskutować – mówił Hambura.

Bardzo ostre podsumowanie 20-lecia traktatu padło ze strony Wojciecha Pomorskiego, który żyjąc w Niemczech toczył spór z Jugendamtami o prawo do rozmowy ze swoimi dziećmi po polsku.
– Ten traktat to zwykły śmieć, powinien być dawno wypowiedziany. Jestem przekonany, że tak się stanie - mówił Wojciech Pomorski, któremu sąd niemiecki ograniczył najpierw kontakt ze swoimi dziećmi a następnie zakwestionował możliwość rozmawiania z nimi w języku polskim. Otrzymał od niemieckiego sądu stosowany zakaz na piśmie. Do jego głosu przyłączył się Edgar Neubacher z Austrii, który chciał ze swą żoną - Polką mówić z dziećmi po polsku. Austriacki Jugendamt, podobnie jak w przypadku Pomorskiego, zakazał mu tego.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej