Gibała wygrał w niedzielę drugą turę przedterminowych wyborów, które odbyły się po odwołaniu w referendum dotychczasowego prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej. Według Państwowej Komisji Wyborczej zdobył 62,12 procent głosów, czyli ponad 161 tys. Jego rywalka Monika Piątkowska, którą poparł m.in. premier Donald Tusk, uzyskała 37,88 procent.
– To bardzo silny mandat. Z tego, co sprawdzaliśmy, to chyba nigdy wcześniej żaden prezydent Krakowa nie dostał takiego wyniku, licząc procentowo – mówił Gibała. Jak dodał, liczy, że ułatwi mu to współpracę z radnymi z różnych ugrupowań i da większe pole do zmian.
„Zakasać rękawy”
Nowy prezydent nie zamierza zwlekać ze zmianami. – Tu nie ma na co czekać, trzeba działać szybko, zakasać rękawy – mówił. Zapowiedział, że dojdzie do zwolnień w ratuszu. - Nie ukrywam, że te zmiany będą głębokie i daleko idące na tych najwyższych stanowiskach - dodał.
Gibała nie powiedział wprost, czy zwolnienia obejmą osoby związane z Koalicją Obywatelską, która dotąd rządziła miastem. Można jednak się domyślić, że to partyjni nominaci Donalda Tuska mogą obawiać się o pracę.
Gibała zapowiedział też zmianę priorytetów w zarządzaniu centrum miasta. – Przede wszystkim chciałbym, żeby jednak krakowianie byli ważniejsi od turystów – mówił. Jak przekonywał, w okolicach Rynku Głównego prawie nie ma już stałych mieszkańców, za to są turyści, którzy często się awanturują, oraz naganiacze do klubów go-go. Wśród pierwszych zapowiedzi nowego prezydenta są także ochrona Doliny Prądnika i przywrócenie wcześniejszych taryf biletów komunikacji miejskiej, w tym biletu 20-minutowego.
„Krakowianie nie dali się kupić”
Nowy prezydent ostro ocenił też kampanię swojej rywalki i jej politycznych zwolenników. – To druga strona próbowała ich kupić. Przyjeżdżali politycy warszawscy i obiecywali metro, pieniądze na stadiony piłkarskie, setki milionów złotych na różnego rodzaju drogi, inwestycje, ale krakowianie nie dali się kupić – mówił Gibała.