To sukces polskiego rządu i polskiej dyplomacji. To też sygnał, że Polska w takim kształcie politycznym, jaki ma od 2015 r., jest traktowana jako poważny partner, z którego interesami trzeba się liczyć. Nie chodzi tu tylko o budżet i kwestię praworządności, która nagle w ostatnich miesiącach przestała być takim gorącym kartoflem, jakim była wcześniej. Chodzi o strategiczne relacje między Polską i nie tyle całą Unią, ile jej najważniejszymi państwami. Po brexicie Polska siedzi przy stole Wielkiej Piątki. W praktyce, uwzględniając sytuację wewnętrzną Włoch i Hiszpanii, niektórzy eksperci mówią nawet o Wielkiej Trójce. Unijny budżet dla Polski jest – czy też może być – tylko pochodną politycznej pozycji Rzeczypospolitej w UE.
Nie chodzi tylko o budżet
Od kilku miesięcy wszyscy opozycyjni politycy i dziennikarze w Polsce, którzy uważają, że „im gorzej, tym lepiej”, i nienawistnie skandują pod adresem polskich władz „skuś baba na dziada”, wieszczyli, że unijny budżet 2021–2027 będzie dla Polski katastrofą. Propaganda klęski znów zawiodła. To, co leży na brukselskim stole w kontekście unijnych pieniędzy na kolejne siedem lat, jest dla Polski dużo lepsze, niż przewidywano i niż mogło być.