W związku z atakami w szkołach na Mazowszu, rosnącą falą obaw wśród rodziców i samorządowców, rząd próbuje narracyjnie zrzucić odpowiedzialność na prezydenta Karola Nawrockiego, zarzucając mu weto ws. ustawy stanowiącej rozszerzoną implementację unijnego aktu o usługach cyfrowych.
Prezydent w swoim wecie do ustawy wskazywał na procedury dotyczące decyzji administracyjnych uprawnionych organów, funkcjonowanie rejestru domen internetowych oraz zaufanych podmiotów sygnalizujących.
- My dzisiaj nie możemy zablokować treści, tylko musimy się zwracać do sądu z uprzejmą prośbą do właściciela platformy, czy dysponenta daną platformą (...). Gdyby dzisiaj ten młodociany nożownik, transmitował zbrodnię w internecie, to nie moglibyśmy tej treści zablokować, ponieważ nie dostaliśmy tego narzędzia prawnego do ręki - powiedział po zbrodni w szkole pod Wyszkowem szef rządu Donald Tusk.
W czwartek Sejm uchwalił nową ustawę pozwalającą na blokowanie nielegalnych treści w internecie.
Dziś Barbara Nowacka, minister edukacji, stwierdziła, że "prezydent (…) zawetował też – w ustawie o prawach i obowiązkach ucznia – prawo do odebrania uczniowi niebezpiecznych przedmiotów". Prezydent ogłosił to weto na początku lipca 2026 r.
Nowacka dowodzi, że zgodnie z zawetowaną ustawą "uczniowi mogą być odebrane przedmioty osobiste, których posiadanie (…)zagraża bezpieczeństwu ucznia lub innych osób lub narusza zasady bezpieczeństwa obowiązujące w tej szkole lub placówce".
Wpis Nowackiej wywołał serię komentarzy.
- Proszę się zabrać do pracy i zadbać o bezpieczeństwo uczniów, a nie szukać pretekstów do atakowania prezydenta
- wskazała była premier, europoseł Beata Szydło.
Internauci wskazali, że mimo tego dziś policja odebrała częściom uczniów noże i inne niebezpieczne przedmioty.
Cytat z @barbaraanowacka: Zawetował też – w ustawie o prawach i obowiązkach ucznia – prawo do odebrania uczniowi niebezpiecznych przedmiotów. Nie mogę z nimi. https://t.co/XPykxQ0BVE
— olasem (@olasempruch) October 9, 2026
A jednak się udało. Czyżby minister edukacji kłamała? https://t.co/UK4K0MLC8F
— Radosław Fogiel (@radekfogiel) October 9, 2026
Ministra Edukacji Narodowej twierdzi, że przez veto prezydenta Nawrockiego policja nie może zabierać uczniom niebezpiecznych przedmiotów, np. noży. Czyli albo dziś policja nielegalnie zabiera uczniom niebezpieczne przedmioty (noże), albo ministra @barbaraanowacka pisze głupoty i się kompromituje.
— Marcin Torz (@MarcinTorz) October 9, 2026
- Barbara Nowacka próbuje nas przekonać, że do odebrania dziecku noża potrzebna jest ustawa. Niestety Barbara Nowacka nie jest trollicą z Silnych Razem tylko ministrem edukacji, który odpowiada za bezpieczeństwo i przyszłość młodych ludzi
- stwierdził były minister cyfryzacji, Janusz Cieszyński.
Na ten wpis zareagowała Nowacka, wskazując, że chodzi o pojęcie "znacznie szersze niż nóż". Cieszyński odpowiedział na jej ripostę.
Pani problem polega na tym, że nawet jak ma Pani dobry pomysł, to nie umie Pani wytrzymać żeby nie opakować go w coś durnego lub złego. Efekt? Nic po Pani nie zostanie w MEN poza paroma zdjęciami. Kiedy ja coś robiłem w rządzie, to w większości wypadków nawet Pani to popierała, a z e-recept czy mObywatela ludzie korzystają do dziś. Zachęcam do refleksji, może chociaż ostatniego roku tej kadencji Pani nie zmarnuje.
— Janusz Cieszyński (@jciesz) October 9, 2026
W sukurs Nowackiej pospieszyła Katarzyna Kotula, tłumacząc, że obecnie prawa do odebrania niebezpiecznych przedmiotów uczniów nie mają nauczyciele.
@jciesz Panie posle @jciesz, Nauczyciele nie mają prawa przeszukania dzieciakom plecaków ani odebrania narzędzi niebezpiecznych. Np. Noży. Tylko przy bezpośrednim zagrożeniu.
— Katarzyna Kotula (@KotulaKat) October 9, 2026
Wpis szefowej musiał "doprecyzować" także sam resort edukacji.
- Nauczyciele i dyrektorzy mieli mieć od tego roku szkolnego ustawową i wyrażoną wprost możliwość odbierania uczniowi przedmiotów niebezpiecznych. Teraz mogą to robić tylko służby państwowe, w tym policja - czytamy we wpisie MEN.
Aczkolwiek takie możliwości wciąż mają - w obliczu bezpośredniego zagrożenia, o czym wspomniała nawet wcześniej Kotula.