Tylko że jego twórca Witos stał na czele Rządu Obrony Narodowej – obrony przed najazdem komunistycznej Rosji w 1920 r., a jego samozwańczy spadkobiercy przez kilkadziesiąt lat pomagali instalować i utrwalać w Polsce komunę, więc nikogo znającego historię nie zdziwił ich niby-egzotyczny sojusz w ramach Koalicji Europejskiej wystawiający do PE czołowych komunistycznych aparatczyków z czasów PRL. Przemalowanie przy tej okazji koniczynki na tęczowo to w porównaniu z tym drobiazg. I przed wojną nie brakowało w ruchu ludowym karierowiczów, którzy najchętniej osiadali w warszawskim „wiejskim” otoczeniu, czyli w Sejmie przy ul. Wiejskiej – zwano ich złośliwie, ale celnie, „chłopami z Marszałkowskiej”. Dzisiejsze wygibasy liderów PSL usiłujących zamaskować zdradę własnego elektoratu można podsumować jeszcze starszym powiedzeniem: „Wyszedł z ludu… aby nigdy do niego nie powrócić!”.
Wyszli z ludu… na dobre
Dzisiejsi peezelowcy, jak to sami wymawiają, stale odwołują się nie do swoich prawdziwych ZSL-owskich korzeni sojuszników komunistycznej PZPR, ale do tradycji PSL Mikołajczyka walczącego z tą komuną albo jeszcze bezczelniej do PSL przedwojennego.