Uroczystość Wszystkich Świętych obchodzona jest w Kościele katolickim już od IX w., kiedy papież Grzegorz IV wyznaczył na jej świętowanie 1 listopada.
Każdego roku odchodzą kolejne bliskie nam osoby, bo tak właśnie wygląda nasze życie tu, na ziemi. Można porównać je do pielgrzymki ku niebu. Każdy dzień to kolejny etap zbliżania się do zmartwychwstania z Chrystusem. Tu, na ziemi nasze życie zawsze możemy zmienić, sprawić, że stanie się lepsze. Nasi bliscy, którzy już zakończyli swoje ziemskie wędrowanie, nic w swoim życiu zmienić już nie mogą. Dlatego tak ważne jest nasze modlitewne wsparcie dla nich.
Zawsze w tym szczególnym dniu modlę się za zmarłych kibiców. W środowisku fanów Lechii Gdańsk mamy nawet taki piękny zwyczaj, że przy okazji kolejnej śmierci Tadka „Dufa” modlimy się wspólnie na mszy św. w intencji wszystkich fanów biało-zielonych, którzy odeszli do sektora niebo. Ostatnia taka eucharystia odbyła się w ubiegłą niedzielę i jak zawsze zgromadziła sporo kibiców. Zmarłych zawsze wspominamy też na naszej Ogólnopolskiej Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę.
W tym roku znowu żegnaliśmy wielu naszych kolegów. Z wieloma się przyjaźniłem, mieli swój wkład w wiele patriotycznych inicjatyw podejmowanych przez nasze środowisko. Część z nich nasi Czytelnicy mogli poznać ze wspomnieniowych felietonów. W tym roku szczególnie będę wspominał śp. Emila Hinza, który jesienią zginał w wypadku samochodowym w drodze na mecz Lechii. Latem natomiast odszedł Stanisław „Leon” Sętkowski, który był legendą nie tylko wśród kibiców swojej ukochanej drużyny, Górnika Zabrze, ale też fanów piłki nożnej w Polsce. Miałem szczęście go poznać. „Leon” był znany z dwóch tradycji, które sam ustanowił. Gdy tylko rozpoczynał się mecz Górnika Zabrze, obwieszczał to z trybun, dzwoniąc dzwonkiem (otrzymanym od księdza z zakonu paulinów na Jasnej Górze). Druga tradycja Sętkowskiego była już mniej typowa: po każdym meczu wręczał najlepszemu zawodnikowi Górnika... kurczaka lub koguta. Niech wszyscy nasi kibicowscy bracia odpoczywają w pokoju wiecznym.