Także te głoszone przez wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, który krytykował zapisy polskich projektów ustaw lub ustaw, które bądź nie istniały, bądź zostały już zmienione. Jednak nie tylko o prostowanie nieprofesjonalnego – lub ideologicznego – bełkotu tu chodzi. Przede wszystkim polski premier powinien rozmawiać o wieloletnim budżecie UE, nawet jeśli nie wiadomo, czy będzie on przyjęty na pięć czy siedem lat. Musimy też być jako kraj jednym z rozgrywających w kontekście debaty dotyczącej politycznej przyszłości UE, która ma zakończyć się do końca tego roku. Trzeba rozmawiać o kontrastach między bogatą Europą A a naszą mniej zamożną Europą B i o tym, że Unia będzie kaleka, jeśli ta asymetria będzie się pogłębiała. Jedno jest pewne: w sprawach strategicznych szef polskiego rządu nie ustąpi ani na milimetr – co nie oznacza, że nie trzeba szukać wspólnych mianowników z Brukselą.
W Brukseli – o polskie interesy
W Parlamencie Europejskim w styczniu wystąpi premier Irlandii, w lutym – Chorwacji, w marcu – Portugalii, w kwietniu prezydent Francji, ale już dziś w Brukseli gościem szefów Komisji Europejskiej jest premier Polski. To dobrze, bo trzeba prostować kłamstwa na temat naszego kraju.