Sytuacja wokół Polski zaczyna się stawać niewesoła. Unijne elity wcale nie kryją się z zamiarem pozbawienia naszego kraju suwerenności. Świadczy o tym chociażby wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Kopalni Turów. Wydaje się też, że zaczynamy w swojej walce tracić sojuszników. Joe Biden właśnie zrezygnował z nakładania sankcji na firmy budujące Nord Stream 2. A krajem odpowiedzialnym za nasze ostatnie problemy z TSUE okazało się państwo wchodzące w skład Grupy Wyszehradzkiej – Czechy.
Jednak wbrew pozorom sytuacja wcale nie jest tak zła, jak mogłoby się wydawać. Wręcz przeciwnie. To wszystko, co się dzieje wokół nas, stanowi dla nas pozytywne wyzwanie. Jeśli mu podołamy, staniemy się naprawdę silnym państwem. Polskę bowiem na bycie silnym krajem stać. Trzeba tylko zacząć inaczej myśleć o polityce. Na szczęście na horyzoncie widać zmiany. Wydaje się, że skończył się już okres napięć w koalicji rządowej i kończy się „totalność” opozycji. To wszystko może umożliwić zmiany.
Wyrzucić z serca „Gazetę Wyborczą”
Podstawową zmianą, jaka musi się dokonać w polskiej polityce, jest wyrzucenie na śmietnik historii myślenia, które charakteryzowało Unię Wolności (i jej poprzedniczkę Unię Demokratyczną). Choć partia ta nigdy nie przekroczyła poziomu 20 proc. poparcia, nadawała ton całej polityce po 1989 r. Zadanie Unii Wolności znacząco ułatwiała monopolistyczna wręcz pozycja „Gazety Wyborczej” na scenie medialnej. Filozofię Unii Wolności można streścić w zdaniu: „Stańmy się częścią Zachodu”. Polityka gospodarcza miała być oparta na kopiowaniu wzorców zachodnich, co wówczas oznaczało implementację neoliberalizmu.
Polityka zagraniczna miała być podporządkowana integracji Polski z zachodnimi strukturami gospodarczymi i militarnymi. Polityka społeczna i kulturowa podporządkowana była jednemu celowi – przemianie Polaków w „Europejczyków”.
Dzisiaj na szczęście Unii Wolności już nie ma, a „Gazeta Wyborcza” jest cieniem samej siebie. Można więc próbować się uwolnić od starej, michnikowskiej filozofii polskiej polityki. Oczywiście, środowiska michnikowskie wciąż mają dużą siłę rażenia. Dowodem na to jest szantaż związany ze stosunkiem do rządu PiS. To właśnie te środowiska narzuciły opozycji formułę totalności. Jednak kolejne klęski wyborcze zaczęły uświadamiać politykom opozycji, że droga michnikowska jest drogą donikąd. Co ciekawe, najlepiej chyba rozumieją to partie postkomunistyczne, czyli PSL i SLD. Obie partie starają się budować wokół siebie koalicje, które mają być alternatywą dla totalnej Platformy Obywatelskiej. Zjednoczona Prawica powinna zaoferować tym partiom pomoc w zdobywaniu przewagi na opozycji, w zamian za stworzenie kordonu sanitarnego wokół pozostałości filozofii michnikowskiej na scenie politycznej.
Znaleźć nową treść polityki
Kiedy udałoby się ostatecznie wymieść z polskiej polityki filozofię podporządkowania się Zachodowi, należałoby wypełnić ją zupełnie nową filozofią, która powinna się streścić w zdaniu: „Uczyńmy Polskę silną”.
Taka Polska jest przecież w interesie wyborców zarówno PSL, jak i SLD (a nawet dużej części wyborców PO). Silna Polska może się nie podobać tylko szemranym grupom interesu, które na słabości naszego kraju zbiły fortuny. Filozofia silnej Polski miałaby polegać na przyjmowaniu rozwiązań, które by służyły temu celowi. W polityce gospodarczej najważniejsze byłoby wzmacnianie polskich firm i polskich pracowników, nawet kosztem interesów firm zagranicznych. W polityce społecznej – zapewnienie dobrobytu polskim rodzinom, a w polityce zagranicznej – forsowanie polskich interesów, nawet kosztem integracji europejskiej.
Silna Polska powinna być zasadą zarówno dla lewicy, jak i prawicy. Granicą dla ukochanych przez prawicowych liberałów niskich podatków powinny być możliwości oddziaływania państwa polskiego zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Granicą dla postulowanego przez lewicę państwa opiekuńczego byłyby możliwości rozwoju polskich przedsiębiorstw i ogólnie polskiej gospodarki. Granicą dla integracji europejskiej byłaby swoboda państwa polskiego w dbaniu o interesy ekonomiczne i dobrostan polskich firm i rodzin. Widać wyraźnie, że warunki polityki silnej Polski byłyby do zaakceptowania przez PSL oraz jego potencjalnych koalicjantów i w zasadzie większość Lewicy. Ba, takie zasady byłyby do przyjęcia przez rozsądną część PO i Konfederacji. Zjednoczona Prawica powinna więc te zasady sformułować, zaprezentować i przyciągnąć do nich część opozycji.
Konsensus
Sens filozofii „stania się częścią Zachodu” polegał na tym, że jej źródłem było właśnie dążenie do silnej Polski. Wydawało się przecież, że Zachód w latach 90. miał najlepszy model gospodarczo-społeczny. Integracja z Europą Zachodnią była więc najlepszym sposobem na zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, a Polakom dobrobytu. Dziś, wraz z wyczerpaniem się modelu zachodniego i ze słabnięciem samego Zachodu taka postawa jest raczej anachroniczna. I zdaje się, że Polacy to rozumieją, głosując cały czas na siły propolskie, a nie proeuropejskie. Gdzieś ok. 2015 r. odrzuciliśmy konsensus w dążeniu do integracji europejskiej. Czas więc zawiązać nowy konsensus. Tak jak w latach 90., niezależnie, czy rządziły AWS, czy SLD, politycy dążyli do NATO, UE, tak teraz politycy największych partii powinni dążyć do jednego celu.
Takim celem mogłoby być po prostu zachowanie przez Polskę suwerenności. W momencie kiedy wyraźnie jest ona zagrożona, zarówno przez centralistyczne dążenia unijnych elit, jak i agresywną politykę Władimira Putina, Polaków musi zjednoczyć chęć zachowania niezależności naszej ojczyzny. Jeśli więc unijne trybunały będą chciały nam likwidować po kawałku energetykę, cała polska scena polityczna powinna się temu sprzeciwić. A ci, którzy się nie sprzeciwią, powinni być, używając języka „Gazety Wyborczej”, wykluczani z grona „osób przyzwoitych”. Jeśli Bruksela będzie chciała nam narzucać przyjmowanie rozwiązań osłabiających Polskę i jej suwerenność, cała scena polityczna powinna się temu sprzeciwiać. A godzący się na dyktat Brukseli powinni zostać uznani za oszołomów. Jeśli Putin będzie chciał narzucić nam swoją wizję Ukrainy i Białorusi, to cała scena polityczna powinna się temu przeciwstawiać. A tym, którzy się nie przeciwstawią, nie powinno się podawać ręki.
Klucz w rękach rządu
W kwestii przeformułowania polskiej polityki najwięcej do zrobienia mają środowiska skupione wokół PiS, a wizja polityki silnej Polski powinna być jasno sformułowana i naprawdę mocno promowana. Za koniecznością tego typu działań przemawiają nie tylko względy patriotyczne, lecz także czysto polityczne. Po pierwsze, filozofia silnej Polski może na nowo scementować obóz Zjednoczonej Prawicy. Po drugie, może ona na trwałe podzielić opozycję. Po trzecie, pozwoliłaby na podjęcie próby usunięcia z polskiej polityki najbardziej antypatriotycznych polityków. Oczywiście, takie działanie byłoby trudne, bo oznaczałoby określone koncesje dla patriotycznej części opozycji. Ale jeśli Zjednoczona Prawica chce utrwalić w Polsce dobrą zmianę, musi się podjąć dzieła jej implementacji również w umysłach jej dotychczasowych przeciwników.