Charakterystyczne, że angażowała się w pracę tych delegacji w Parlamencie Europejskim, które zajmowały się obszarem postsowieckim – na przykład Azją Środkową, a więc krajami takimi, jak Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Turkmenistan – a więc tam, gdzie Rosjanie mieli i mają wpływy historyczne, kulturowe, językowe, gospodarcze, militarne i geopolityczne.
Oczywiście nie jest to jedyna Rosjanka (Rosjanin) wśród eurodeputowanych. W każdej kadencji jest takich kilkoro – w zasadzie zawsze z dwóch krajów: Łotwy i Litwy. Zwykle jest dwoje – troje Rosjan z Łotwy i jeden z Litwy. Z tej ostatniej jest lider tamtejszej Partii Pracy Wiktor Uspaskich, który nie kryje nie tylko tego, że jest Rosjaninem, ale że ma mieszkanie w Moskwie. Był nawet kandydatem na prezydenta swojego kraju. Paradoksalnie jego Partia Pracy nie należy do socjalistów , tylko do... liberałów.
Przez wiele lat obecność Rosjan z krajów bałtyckich nie przeszkadzała bardzo ważnym grupom politycznym z unijnego „mainstreamu”. Chodzi o liberałów i Zielonych.
Już po agresji Rosji na Ukrainę byłem świadkiem, jak była minister obrony Litwy, europosłanka z Europejskiej Partii Ludowej na posiedzeniu jednej z komisji publicznie zaatakowała Rosjankę z Estonii z grupy RENEW (liberałowie) za publiczne wspieranie Kremla. Doszło do awantury.
W zeszłej kadencji byłem wraz z delegacją Parlamentu Europejskiego w Mongolii. Była też tam obecna „bohaterka” europarlamentarnej afery szpiegowskiej. Po całym dniu spotkań w Ułan Bator wróciliśmy do hotelu. Kolejni europosłowie wysiadali z windy na kolejnych piętrach. W końcu zostaliśmy w windzie sami z ową Rosjanką z Łotwy . I wtedy usłyszałem pytanie: „Czemu Pan tak nienawidzi Rosji, Gaspodin Czarnecki?”…