Bolesnym paradoksem jest to, że Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło wynik niewiele gorszy od tego, który w 2015 r. dał partii Jarosława Kaczyńskiego bezwzględną większość w Sejmie.
Wynik KO w liczbach
Wynik Koalicji Obywatelskiej, czyli PO i jej akolitów, był – i znów paradoks – relatywnie słaby, bo Platforma poprawiła wyborczy rezultat z 2019 r. ledwo o 3 pkt proc. To zaskakująco mało jak na sytuację, że dziś PO/KO przewodzi sam Donald Tusk, a PiS rządzi już 8 lat, co w teorii powinno doprowadzić do lawinowego wzrostu poparcia dla głównej partii opozycyjnej. Przed czterema laty za słaby, jak wówczas oceniano, 28-procentowy wynik Koalicji Obywatelskiej zapłacił głową jej ówczesny przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.
Bardzo kiepski w tegorocznych wyborach wynik odnotowała też Nowa Lewica, na którą głosował ledwo co dwunasty wyborca. Tymczasem przed czterema laty formacja ta pozyskała co ósmego wyborcę. To być może największy paradoks tych wyborów: potencjalnie największy beneficjent społecznego zmęczenia rządami prawicy, czyli Lewica, zmniejszył wynik procentowy o jedną trzecią.
Pozycji tego ugrupowania nie poprawia fakt, że do ostatniej chwili ważyło się, czy jej lider Włodzimierz Czarzasty w ogóle wejdzie do Sejmu, bo w jego okręgu wyborczym zdecydowanie wyprzedził go startujący z ostatniego miejsca, kompletnie nieznany w skali ogólnopolskiej, za to prezentujący sylwetkę kulturysty i podkreślający konieczność opieki nad bezdomnymi psami, lokalny aktywista Łukasz Litewka.
Zdecydowanie słabszy też od tego, co jeszcze parę miesięcy temu widzieliśmy w sondażach, był wynik Konfederacji, która z niebotycznego z dzisiejszej perspektywy poziomu 16 proc. zjechała do dwukrotnie niższego. Tę formację, która byłaby potencjalnym partnerem koalicyjnym dla PiS – choć przed wyborami obie strony zdecydowanie temu zaprzeczały – pogrążyły wypowiedzi jej liderów. Sławomir Mentzen mówił z aprobatą o jedzeniu psów, a Janusz Korwin-Mikke ze zrozumieniem odnosił się do pedofilii i tzw. wieku zgody, co w oczywisty sposób musiało doprowadzić do znaczącego spadku poparcia.
W tej sytuacji formacja, przedstawiająca się jako narodowo-liberalna i starająca się, po części skutecznie, dyskontować ostatnie problemy w relacjach polsko-ukraińskich, nie stała się „trzecią siłą” i głównym rozgrywającym, od którego miał zależeć los przyszłego rządu czy ewentualnych przyspieszonych wyborów wiosną 2024 r.
Daty, terminy, możliwości
Największy relatywnie sukces odniosła – i tu kolejny wyborczy paradoks A.D. 2023 – Trzecia Droga, na którą zagłosował co siódmy uprawniony do głosowania. Tymczasem przez długi czas obserwatorzy, zresztą z obu stron sceny politycznej, powątpiewali, czy naprędce sklecony przed wyborami polityczny wehikuł, składający się z dość różnych formacji politycznych, czyli centrowego i bardziej tradycjonalistycznego PSL i liberalnej formacji zwolenników szybkiego przyjęcia euro, a więc Polski 2050 – w ogóle przeskoczy ośmioprocentowy próg wyborczy, ustanowiony dla koalicji.
Oficjalne ogłoszenie wyników wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą, która uporała się – mimo ostrej krytyki opozycji – z zatwierdzeniem przeliczonych głosów przy rekordowo dużej frekwencji z dodatkowym utrudnieniem w postaci kart referendalnych – otwiera formalnie drogę prezydentowi RP, który teraz powierzy misję tworzenia rządu. Komu?
W oczywisty sposób powinna to być partia Jarosława Kaczyńskiego, bo demokratyczny obyczaj, przestrzegany przez wszystkich dotychczas prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej w ostatnich 34 latach – a było ich sześciu z różnych przecież obozów politycznych – nakazuje uczynić to głowie państwa wobec tej partii, która zdobyła największą liczbę głosów i mandatów. Tak się niemal na pewno stanie i tym razem.
Prawo i Sprawiedliwość podejmie próbę stworzenia rządu, ale najpierw powinien ukonstytuować się nowy parlament. Musi to nastąpić w ciągu miesiąca od daty wyborów, a więc przed 14 listopada. Nie jest tajemnicą, że obóz patriotyczny, z oczywistych względów, chce obchodzić Święto Niepodległości w 105. rocznicę jej odzyskania w obecnym składzie rządowo-sejmowym. W związku z tym inauguracja nowego Sejmu RP może nastąpić 12 listopada – ale jest to niedziela. Z kolei 13 listopada to „trzynasty”, co może u niektórych budzić pewne opory. Ostatni możliwy dzień to wtorek 14 listopada.
Matematyka wyborcza
PiS wygrało te wybory po raz trzeci z rzędu, jednak sytuacja obozu niepodległościowego jest zupełnie inna niż w 2015 i 2019 r. Stworzenie rządu będzie zadaniem, nie ukrywajmy, bardzo trudnym. Spróbować trzeba, ale liczba „szabel”, którymi dysponuje PiS – poniżej 200 – oddala możliwość wyrwania posłów z ugrupowań opozycyjnych – bo to niewykonalne na taką skalę, za to wymusza rozmowę z całymi ugrupowaniami. Zsumowane mandaty PiS i Konfederacji to za mało, a nawet połączone mandaty PiS i samego PSL (co, skądinąd, wydaje się zadaniem bardzo trudnym) też nie dają bezwzględnej większości. Podjąć tę próbę dla dobra Rzeczypospolitej jednak trzeba, aby nikt nigdy nie zarzucił nam, że przynajmniej się nie staraliśmy.
Jeśli pierwsza próba powołania rządu podjęta przez PiS – po desygnowaniu przez prezydenta premiera z tego obozu – zakończy się niepowodzeniem, to piłka leży po stronie parlamentu. Potencjalna i prawdopodobna koalicja KO–Trzecia Droga–Nowa Lewica jest niesłychanie zróżnicowana i w wielu sprawach ma kompletnie przeciwstawne opinie. Władza spaja, a nawet zachęca do niebrania pod uwagę istotnych różnic. Jednak wcześniej czy później mogą się stać one przyczyną poważnych wstrząsów.
Na pewno warto zanalizować przyczyny „wyborczego stanu rzeczy” i zadać pytanie, czy wynik Prawa i Sprawiedliwości mógł być lepszy. Jednak nie należy tego czynić publicznie i nie należy deliberować nad tym zbyt długo, bo przecież wiosną czekają nas kolejne wybory: prawdopodobnie w kwietniu będą to wybory samorządowe, w których PiS będzie broniło władzy w siedmiu sejmikach, a między 6 a 9 czerwca wybory europejskie, w których formacja Jarosława Kaczyńskiego postara się obronić rekordowy stan posiadania – największej w historii liczby polskich europosłów z jednej formacji, łącznie 28. Na tym trzeba się skupić.