Komentatorzy przywykli nazywać Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna partią prorosyjską czy wręcz opcją rosyjską w Polsce. Wiele jednak wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z nowym zjawiskiem w III RP, gdzie prorosyjskość jest tylko jednym z komponentów postawy politycznej. Kiedy bowiem Wojciech Olszański (tzw. Jaszczur) składa na ręce ambasadora rosyjskiego w Polsce wyrazy uznania za działalność gen. Iwana Sierowa – tego, który rozpracowywał i kazał mordować polskich oficerów w czasie II wojny światowej – albo gdy Włodzimierz Skalik podpisuje się pod pokorną supliką do ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa, wszystko to jest rusofilskie do granic możliwości, wręcz podejrzanie demonstracyjne. A jednak w politycznych czynach ludzie Grzegorza Brauna – a i on sam – wyświadczają przysługi także innym zagranicznym interesom w Polsce.
Niemcy, Iran, Indie
Gdy lider Korony odwiedził Niemiecki Instytut Historyczny w maju 2023 r., to komu najbardziej pomógł? Demonstracyjnie przerywając wykład Janowi Grabowskiemu i niszcząc sprzęt nagłaśniający, podarował właśnie niemieckiej instytucji niezwykły prezent: obrazek rzekomego polskiego antysemityzmu. Samemu Grabowskiemu nic nie zaszkodził – kłamliwy badacz Holokaustu wygłosił swoje wystąpienie kwadrans później, ale ta prowokacja przydała się do uzasadnienia teatralnych obaw i podejrzeń Grabowskiego. W tym czasie, gdy Niemcy odnotowały wysokie wskaźniki realnego antysemityzmu w swoim kraju, Braun przyszedł z pomocą, odwracając uwagę i przekierowując ją na polski przypadek. Zyskał Berlin.
Nie aż tak prorosyjskie było również zachowanie polityków Korony po amerykańskiej interwencji w Iranie. Wizyta w ambasadzie Iranu w Polsce i wpis z kondolencjami były bezpośrednim wsparciem propagandowym nie dla Kremla, ale dla reżimu ajatollahów. „Teheran – Warszawa, wspólna sprawa”, komentował Braun kilkukrotnie. Dodajmy do tego, że po amerykańskim ataku na władze irańskie ambasada Teheranu w Warszawie rozesłała do mediów, także internetowych, setki propozycji spotkania przed kamerami, by przedstawić irański punkt widzenia, co miało rozmówcom przysporzyć popularności i prestiżu. Skorzystał z tego inny orędownik Brauna – Witold Gadowski, który zaakceptował pomysł. Teheran faktycznie na tym zyskał. A spotkanie Grzegorza Brauna z Hindusami w Brukseli? Budujące swoje wpływy w Unii Europejskiej Indie szybko znalazły w europarlamencie życzliwą prawicę, która przekazywała im informacje i wychwalała ich jako wielki naród, który może pouczać, jak rozwijać swoje społeczeństwo. Nowe Delhi faktycznie na tym zyskało.
Nie tylko poszczególne państwa mogą przyjść do ludzi Brauna i skorzystać z ich wielowektorowej pomocy. Stan Tymiński, milioner zza oceanu, ma wystartować z list tej partii w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Ktoś powie, że skoro i tak jest prorosyjski, wszak sam wychwala Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę, to przecież pasuje do tej opcji politycznej. Jednak przy okazji były lider Partii X jest wyznawcą jakichś indiańskich, południowoamerykańskich zaklęć, nie zaś prawd wiary Kościoła katolickiego. Dodatkowo nie krępował się przyklaskiwać antykatolickim tyradom swoich rozmówców na spotkaniach otwartych – nic tu nie ma z konserwatyzmu, a jedynie wieloobrotowość karierowicza. I co? Przyjęli go do swojego środowiska politycznego bez zająknięcia.
Wynajmij sobie partię
W rozważaniach nad Konfederacją Korony Polskiej warto poszerzyć perspektywę – liczba prorosyjskich działaczy może wynikać nie tylko z konsekwentnego profilu tej partii, ale też z jej najemniczego formatu. Każdy może się tu zapisać – o ile wniesie odpowiedni posag. U jednych tym posagiem są powiązania z Rosją (Mateusz Piskorski), u innych po prostu zasoby materialne i popularność sprzed dekad (Stan Tymiński), a u jeszcze innych zasięgi internetowe (Witold Gadowski) albo legenda własnego ojca (Monika Jaruzelska). Zauważmy, że ludzie Brauna nie angażują się we wspieranie Viktora Orbána, którego zwycięstwo też przyda się Kremlowi. Dlaczego nie ma tu hasła „Budapeszt – Warszawa, wspólna sprawa”? Ano premier Węgier nie był zainteresowany tym środowiskiem i nie zaproponował, nie zapłacił, nic nie obiecał – więc sprawę zlekceważono. Nie jest więc Korona konsekwentnie prorosyjska. Jest prorosyjska tam, gdzie się jej to opłaca.
Ta demonstracyjność reprezentowania różnych interesów (Indii, Iranu) sprawia, że nie tylko obce ambasady mają komfort polegania na konkretnych politykach w Polsce. Rozgłos, jaki komentatorzy nadają rozmowom Brauna z Hindusami czy wpisowi Brauna w księdze ambasady Iranu, jest swoistego rodzaju reklamą i słupem ogłoszeniowym: „partia polityczna zlecenie przyjmie, zapraszamy do kontaktu”.
Przy takiej dynamice wysługiwania się obcym interesom być może i mniejsze podmioty wykupią sobie wkrótce jakąś prowokację polityczną w Polsce. Czy Słowacja potrzebuje korekty granic na Orawie? Tylko czekać, aż Zimbabwe wykupi happening polityczny dla przyjmowania studentów w Polsce, a talibowie wynajmą sobie posłów, by poprzyjmować imigrantów przez polsko-białoruską granicę – jakiś bogoojczyźniany pretekst zawsze się znajdzie.
Repetujemy z historii
O ile frakcyjność w Polsce i orientacje polityczne – proniemieckie, proamerykańskie czy inne – występowały w naszym kraju od zawsze, o tyle jednak obrotowość była zjawiskiem rzadkim i występującym tylko w dobie największych kryzysów ustrojowych. Nawet targowica była konsekwentnie prorosyjska, a przy tym antyniemiecka. Jednak typ posła, który po prostu przyjmie pieniądze i stanie się orędownikiem obcej stolicy w zależności od zleceniodawcy, to już nowy krąg demokratycznego upadku. Wielokierunkowości kontaktów Grzegorza Brauna sprzyja zresztą fakt, że jest on posłem do Parlamentu Europejskiego. Nie jest tajemnicą, że ta brukselska instytucja jest jednym z najbardziej zinfiltrowanych gremiów świata. Rejestrują się tam lobbyści niemal wszystkich państw, Bruksela nie ma też skutecznego kontrwywiadu, a zeszłoroczny wyciek danych tysięcy asystentów tamtejszych urzędników otworzył na oścież drzwi obcym wpływom. Tak jak wygodnie było Braunowi rozmawiać z Leonidem Swiridowem w Moskwie, tak wygodnie mu pogadać z Hindusami także wtedy, gdy kamery są wyłączone.
Kiedyś wystarczyło 500 dukatów z berlińskiej czy wiedeńskiej ambasady, żeby zerwać Sejm i sparaliżować Rzeczpospolitą. Dziś do zneutralizowania ustawy wymagane jest zaangażowanie większe niż jednego posła, ale już do politycznej prowokacji kompromitującej Polskę lub realizującej cele innego kraju nadal niewiele potrzeba.