A przecież Zachód dobrze zna się na sztuce malarskiej – pozostając przy tej metaforze – i wie, że w ten sposób Ukraina co prawda ocali niepodległość, ale nie jest w stanie w przewidywalnym czasie odzyskać integralności terytorialnej. Po co więc to robi? Głównym problemem nie jest brak amunicji, choć istotnie nasi sąsiedzi są zmuszeni ją oszczędzać (podobnie jak Rosjanie!), bo państwa NATO nie nadążają z produkcją niektórych jej rodzajów. Jednak nieprzekazywanie Kijowowi broni dalekiego zasięgu, rażącej cele głęboko na terytorium wroga, wynika z decyzji politycznej, a nie z braku takowej broni. Zachód niejako chce zjeść ciastko i je mieć: chce, aby Kijów wygrał, ale nie na tyle, by Moskwa miała powód do kolejnej wojny. Cynizm? Może. Z pewnością zaś fakt.