Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki
02.11.2023 08:00

Pejzaż z pomocą dla Ukrainy

Można ująć międzynarodową pomoc wojskową dla walczącej z Rosją Ukrainy pewną malarską metaforą. Kijów oczekuje, że będzie ona olbrzymia jak „Panorama racławicka” Wojciecha Kossaka, tymczasem USA czy Niemcy uparcie wysyłają na Ukrainę gustowne… miniatury portretowe! To wystarcza, aby Ukraińcy nie przegrali, nawet nie tracili więcej swego terytorium – jednak nie pozwala na wygranie wojny i powrót ich państwa na Krym oraz do Doniecka i Ługańska.

A przecież Zachód dobrze zna się na sztuce malarskiej – pozostając przy tej metaforze – i wie, że w ten sposób Ukraina co prawda ocali niepodległość, ale nie jest w stanie w przewidywalnym czasie odzyskać integralności terytorialnej. Po co więc to robi? Głównym problemem nie jest brak amunicji, choć istotnie nasi sąsiedzi są zmuszeni ją oszczędzać (podobnie jak Rosjanie!), bo państwa NATO nie nadążają z produkcją niektórych jej rodzajów. Jednak nieprzekazywanie Kijowowi broni dalekiego zasięgu, rażącej cele głęboko na terytorium wroga, wynika z decyzji politycznej, a nie z braku takowej broni. Zachód niejako chce zjeść ciastko i je mieć: chce, aby Kijów wygrał, ale nie na tyle, by Moskwa miała powód do kolejnej wojny. Cynizm? Może. Z pewnością zaś fakt.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE