Bo brexit jest dla nas nieszczęściem, gdyż tracimy w Unii sojusznika, który podobnie jak my myślał o UE jako Europie ojczyzn, tracimy kraj, który podobnie jak Polska realistycznie oceniał Rosję. Ale z kolei twardy brexit, czyli rozwód bez porozumienia, przyniósłby fatalne skutki ekonomiczne i dla Londynu, i dla UE-27, ale zwłaszcza dla dwóch państw: Irlandii i Polski. Wolnoamerykanka po gwałtownym brexicie to wielkie problemy dla polskich firm, które eksportują na Wyspy na potęgę, co powoduje, że właśnie z Brytanią mamy dodatni bilans handlowy (jako jednym z nielicznych krajów Zachodu). Porozumienie to też uniknięcie indywidualnych problemów, choćby Polaków pobierających po powrocie do ojczyzny brytyjskie emerytury czy tych, którzy wyjechali do dzieci lub wnuków na Wyspy i pobierają polskie emerytury. Zatem najpewniej „bye, bye UK!”.
Odlot brytyjskiej sójki?
W dniu, w którym czytają Państwo te słowa, Izba Gmin, czyli niższa izba parlamentu w Londynie, zaakceptuje porozumienie między rządem Jej Królewskiej Mości a Komisją Europejską w sprawie brexitu – lub nie zaakceptuje. To, co nie udało się premier May, może udać się premierowi Johnsonowi. Byłoby to dla Polski szczęście w nieszczęściu.