Największym przegranym okazał się człowiek, którego rok temu wielu widziało jako szefa rządu w Berlinie, a jeszcze dwa miesiące temu postrzegany był jako przyszły mini-ster spraw zagranicznych – Martin Schulz. Analiza składu rządu wskazuje, że CDU-CSU postawiła na ludzi doświadczonych w zarządzaniu państwem. Za to młodszy koali-cjant, socjaliści, w większej mierze szukał kandydatów na ministrów na poziomie landów. Warto poświęcić więcej uwagi na analizę personalną lewicowego skrzydła w rządzie RFN-u. Główną postacią jest wicekanclerz i minister finansów Olaf Scholz. Od Martina Schulza różni go tylko jedna litera w nazwisku, ale to właśnie nowy mini-ster finansów, który na tym stanowisku zastąpił chadeka i „numer dwa” poprzedniego rządu Wolfganga Schäublego, okazał się bardziej skutecznym graczem niż były przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Skądinąd po ustąpieniu Schulza Scholz właśnie był komisarycznym przewodniczącym SPD.
Scholz zamiast Schulza
Tu dwie migawki. Pierwsza: gdy zapytałem jednego z ważniejszych ludzi w CDU, byłego premiera landu, o Scholza, ów polityk, bliski współpracownik Angeli Merkel, wy-śmiewający Martina Schulza i kpiący z coraz gorszej kondycji socjaldemokratów, pokiwał tylko z uznaniem głową, mówiąc, że wicekanclerz to człowiek umiarkowany i przewidywalny, pozytywnie odbijający się od swojego socjalistycznego tła. Druga migawka: polityk SPD z Hamburga znający Scholza od kilkudziesięciu lat nie ukrywa sceptycyzmu. Może dlatego, że dekady temu stracił na jego rzecz miejsce w lokalnych władzach SPD. Przede wszystkim kpi z jego politycznej metamorfozy, wspomina, jak Scholz był niegdyś radykalnie lewicowym działaczem młodzieżówki socjalistów Jusos, bo wtedy mu się to opłacało. Z puli „radykałów” mógł wejść do zarządu partii w Hamburgu, po czym, gdy zobaczył, że w cenie są bardziej poglądy umiarkowane, wybrał kurs w kierunku centrum. Scholz był bardzo bliskim współpracownikiem Ger-harda Schrödera – ojca chrzestnego jego partyjnej kariery. W latach 2002–2004 był sekretarzem generalnym SPD z rekomendacji właśnie ówczesnego szefa partii oraz rządu i demonstracyjnie podał się do dymisji, gdy jego patron przestał kierować socjalistami. Przez 13 lat z niedługą przerwą zasiadał w Bundestagu, a dodatkowo był mi-nistrem pracy i spraw społecznych w pierwszym gabinecie Angeli Merkel (2007–2009). Ten wieloletni lider socjaldemokratów w hanzeatyckim Hamburgu od siedmiu lat sprawował w tym landzie funkcję premiera, czyli szefa tamtejszego parlamentu (tak właśnie określane są władze landowe w tej nadmorskiej aglomeracji). Obecny wice-szef SPD w ostatnich latach uważany jest za kandydata na przewodniczącego partii socjalistów.
Poza Scholzem w czwartym gabinecie Merkel SPD będzie miała jeszcze pięć tek: spraw zagranicznych, pracy i spraw społecznych, rodziny i seniorów, kobiet i młodzieży oraz środowiska, ochrony przyrody i bezpieczeństwa reaktorów atomowych oraz sprawiedliwości. Zatem SPD ma w tym rządzie sześć resortów, a centroprawicowi koali-cjanci dziesięć. Z tej dziesiątki starszy brat, czyli CDU, ma ich siedem: fotel kanclerza federalnego oraz resorty gospodarki i energii, obrony, zdrowia, wyżywienia i rolnictwa, edukacji i badań naukowych, obrony narodowej oraz szefa urzędu kanclerskiego w randze ministra. CSU ma natomiast trzy resorty, w tym kluczowe MSW, a także komunikacji i infrastruktury cyfrowej oraz współpracy gospodarczej i rozwoju.
Antypolska krucjata ministra Maasa
Właśnie w ostatni piątek przybył do Polski nowy minister spraw zagranicznych Heiko Maas. Nowy szef MSZ-etu to najbardziej kontrowersyjny członek tego gabinetu. Ja-ko minister sprawiedliwości w trzecim gabinecie Merkel ostro krytykował nasz kraj, pisząc w lipcu 2017 r.: „Niezależność w Polsce jest zagrożona. Unia Europejska nie może się temu bezczynnie przyglądać. Praworządność i demokracja stanowią fundament Unii Europejskiej”. Ciekawe, czy jako szef niemieckiej dyplomacji Herr Maas złagodzi swoje opinie. Maas był jednym z dwóch socjalistycznych ministrów w poprzednim gabinecie koalicji CDU-CSU-SPD. Jak widać, socjaldemokracja dokonała grun-townej zmiany członków rządu – 2/3 spośród nich jest nowych.
Najbardziej „ideologicznym” członkiem nowego rządu CDU-CSU-SPD jest właśnie Heiko Maas. Budził emocje jeszcze jako minister sprawiedliwości, wygłaszając bardzo proimigracyjne poglądy, co nie podobało się nie tylko elektoratowi CDU i CSU, ale też co bardziej umiarkowanym wyborcom lewicy. Jest też obecny minister spraw zagra-nicznych RFN-u rycerzem antyprawicowej krucjaty na rynku niemieckiej polityki. To z jego inicjatywy niespełna trzy miesiące przed wyborami do Bundestagu izba niższa niemieckiego parlamentu uchwaliła ustawę zwaną NetDG („Netzdurchsetzungsgesetz”), czyli ustawę o egzekwowaniu prawa w internecie. Zakłada ona horrendalne kary dla operatorów mediów społecznościowych za nieusuwanie wpisów widocznie łamiących prawo. Grzywny te mogą wynosić do 50 milionów euro! To, jak zareagują na to Facebook i Twitter, jest mniej istotne – ważne, że zostało to powszechnie i słusznie odebrane jako wprowadzenie do sieci swoistego kagańca na krytykę polityki imigra-cyjnej Berlina oraz szerzej – na treści konserwatywne i tradycjonalistyczne. Również Maas domagał się nadzoru służb specjalnych (Urzędu Ochrony Konstytucji) nad trze-cią co do wielkości partią Bundestagu, czyli Alternatywą dla Niemiec. To tak, jakby w Polsce minister Ziobro domagał się inwigilacji ruchu Kukiza! To jednak, co u nas sta-nowi political fiction, u naszego zachodniego sąsiada jest jak najbardziej realne.
Przegrupowanie lewicy po największej klęsce od drugiej wojny
Lewicowy komponent w rządzie „wielkiej koalicji” został wyraźnie odmłodzony w porównaniu z poprzednim rządem Merkel. Najmłodszym ministrem jest czterdziesto-letnia Franziska Giffey. To najbliższa sąsiadka naszego kraju, bo urodziła się we Frankfurcie nad Odrą. Przed ośmioma laty doktoryzowała się na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, pisząc pracę poświęconą Komisji Europejskiej. Działała w samorządzie i okazała się czarnym koniem socjalistów, bo prawie nikt nie spodziewał się jej wejścia do rządu. Inną socjaldemokratyczną niespodzianką, która wylądowała w czwartym gabinecie Merkel, jest 50-letnia Svenja Schulze reprezentująca najludniejszy w Niemczech land – Nadrenię Północną-Westfalię. Przez ostatnie siedem lat sprawowała tam stanowisko landowego ministra innowacji i nauki.
Reszta lewicowego „aportu” w koalicyjnym rządzie to faworyci w wyścigu do berlińskiego gabinetu. Ministrem pracy i polityki społecznej został 46-letni Hubertus Heil. Ten dolnosaksoński polityk SPD już od 20 lat jest posłem do Bundestagu. Był też dwukrotnie sekretarzem generalnym SPD. Jego nominacja była spodziewana, choć jest swoistym paradoksem, ponieważ to właśnie Heil kierował kampanią socjalistów do wyborów AD 2017, które zakończyły się największą klęską lewicy po drugiej wojnie światowej. Zresztą kierował też kampanią SPD wcześniej, w 2009 r., kiedy socjaldemokracja przegrała z CDU, ale nie poniosła klęski. Niegdyś związany z kanclerzem Schröderem, tuż po pierwszym wyborze do Bundestagu współzakładał tzw. Berlińską Sieć, czyli środowisko lewicowych technokratów i reformatorów walczących ze „sta-rymi dziadkami” w SPD. Ostatnim ministrem SPD w tym rządzie jest była sekretarz generalna tej partii – 50-letnia Katarina Barley. To autorka najbardziej błyskotliwej ka-riery na lewicy w ostatnich latach: ledwie 5 lat temu została posłanką Bundestagu, a niespełna rok temu wybrano ją na ministra do spraw rodziny, seniorów, kobiet i młodzieży.
Stare nowe twarze rządu RFN-u
Najstarszym i jednocześnie najbardziej barwnym ministrem ze strony CDU-CSU jest nowy szef MSW, a przez ostatnie 9 lat premier Bawarii – Horst Seehofer. Zaczynał jako goniec w administracji w rodzinnym Ingolstadt. Przez 28 lat zasiadał w Bundestagu, ośmiokrotnie uzyskując mandat z Bawarii. Jest przykładem na to, że w krajach Europy Zachodniej politycy „skaczą” po resortach, a nie są do nich specjalnie profilowani: był wiceministrem pracy i polityki społecznej oraz ministrem zdrowia w gabinetach Kohla. A w pierwszym gabinecie Merkel w 2005 r. został ministrem rolnictwa i polityki żywnościowej i ochrony konsumentów. Szefem bawarskiego rządu został, paradoksalnie, gdy po kilku dekadach CSU straciła większość w landowym parlamencie. Był też wtedy szefem Bundesratu, a przez miesiąc sprawował funkcję głowy państwa, gdy prezydent Christian Wulff podał się do dymisji. Ten ojciec czworga dzieci był ostrym krytykiem imigracyjnej polityki Angeli Merkel i można się spodziewać, że będzie raczej zamykał granice RFN-u, niż je otwierał.
Ministrem gospodarki i energii został 60-letni Peter Altmaier, jeden z najbliższych współpracowników Angeli Merkel, przez 4 lata szef jej urzędu. Odnotowałem jego korzystne dla Polski wypowiedzi, co oczywiście należało wówczas czytać jako głos samej Frau Kanzlerin. Podobnie jak nowa sekretarz generalna CDU Annegret Kramp-Karrenbauer wywodzi się z kraju Saary. Na początku lat 90. przez 4 lata pracował w Komisji Europejskiej w Brukseli. Do młodzieżówki CDU wstąpił już jako 16-latek, a w wieku lat 30 był wiceszefem CDU w Saarze. Siedmiokrotny poseł do Bundestagu, wiceszef MSW w pierwszym gabinecie Merkel, był ministrem środowiska, ale też odpowiadał w parlamentarnej frakcji CDU-CSU za dyscyplinę partyjną. Pracoholik, kawaler, deklaruje się jako katolik.
Swoje stanowisko – ministra obrony – zachowała Ursula von der Leyen. Ta córka byłego premiera Dolnej Saksonii Albrechta ma siedmioro dzieci (pięć córek). Choć stu-diowała ekonomię w Getyndze oraz w London School of Economics, jest lekarzem ginekologiem. Przez 4 lata mieszkała w Kalifornii, gdzie na znanym Uniwersytecie Stan-forda jej mąż, arystokrata Heiko von der Leyen, był wykładowcą. W pierwszym gabinecie Angeli Merkel była ministrem do spraw rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży, w kolejnym ministrem pracy i spraw społecznych, aby w trzecim i czwartym gabinecie pani kanclerz być ministrem obrony. Nie potwierdziły się zarzuty o splagiatowanie przez nią pracy doktorskiej. Do niedawna wymieniana była jako jedna z faworytów do objęcia funkcji kanclerza i szefa CDU po Angeli Merkel.
Kolejny katolik w niemieckim rządzie to 38-letni minister zdrowia Jens Spahn. To logiczny wybór, skoro wcześniej był rzecznikiem CDU-CSU właśnie do spraw służby zdrowia. Wcześniej zastępca Wolfganga Schäublego w resorcie finansów, znany z krytyki Merkel za jej politykę imigracyjną. W zeszłym roku zawarł związek małżeński z dziennikarzem Danielem Funkem.
Kolejnymi reprezentantami bawarskiej CSU są 44-letni minister komunikacji Adreas Scheuer i minister współpracy gospodarczej Gerd Müller. Ten pierwszy, urodzony w mieście, z którego wywodzi się słynny koncern prasowy Verlagsgruppe Passau – w Passawie, doktorat zrobił na... Uniwersytecie Karola w Pradze. Pięciokrotnie wybra-ny do Bundestagu, od 5 lat sekretarz generalny CSU. Müller jest politykiem nieco starszego pokolenia (63 lata). Był wiceburmistrzem w swojej rodzinnej miejscowości, a następnie europosłem. Od 24 lat jest wybierany do Bundestagu. Tę samą tekę sprawował w trzecim gabinecie Merkel.
Skład rządu uzupełniają kolejne kobiety: minister edukacji Anja Karliczek, będąca dopiero drugi raz posłem do Bundestagu (ciekawostką jest, że na początku swojej ka-riery zawodowej pracowała w hotelu będącym własnością jej rodziny) oraz minister rolnictwa Julia Klöckner – Niemiecka Królowa Wina (!) z 1995 r. (miała wtedy 23 lata). Ta magister teologii i była nauczycielka religii po egzaminie państwowym w zakresie religioznawstwa pracowała też jako dziennikarz, była wiceministrem rolnictwa, a o jej popularności świadczy fakt, że została wybrana na wiceprzewodniczącą CDU z najlepszym indywidualnym wynikiem.