Jak pisze niemiecka prasa, władze uczelni od lat blokują też prace archeologiczne na jej terenie, które mogłyby doprowadzić do ujawnienia kolejnych ofiar i mrocznych tajemnic przeszłości. Czyżby na tym miało polegać to słynne rozliczenie Niemiec z przeszłością? Tylko symboliczne i powierzchowne, a na kościach anonimowych ofiar, którym nie tylko nie zadośćuczyniono, ale nawet nie nazwano ich po imieniu, zbudowano instytucje demokratyczne? Jeżeli tak, to jest to dość przerażające. Niewiele to się różni od Rosji Putina czy Białorusi Łukaszenki, gdzie też zabetonowuje się czy w inny sposób bezcześci masowe groby z okresu totalitaryzmu (tyle że tam komunistycznego). Przypomina też praktyki nazistowskich Niemiec u końca wojny, kiedy to wydobywano szczątki z masowych grobów, po czym je palono, żeby nie było śladów.