O ile pretensje Azerów są słuszne i wsparte deklaracjami Rady Bezpieczeństwa ONZ, o tyle awanturnicza polityka Erdoğana w regionie śródziemnomorskim przysparza jego NATO-wskim sojusznikom nie mniejszego bólu głowy niż niedawny zakup rosyjskich systemów antyrakietowych. Jest to konsekwencja europejskich zaniechań, czyli braku reakcji na okupowanie przez Turcję połowy Cypru, gdzie od 1983 r. istnieje, podobnie jak armeńska Republika Arcach w Karabachu, nieuznawana przez nikogo Turecka Republika Północnego Cypru.
Ostatnio na wodach wokół wykryto ogromne złoża gazu i na nowo rozgorzał odwieczny konflikt grecko-turecki, w który ze względu na własne interesy włączyła się po stronie greckiej Francja. Spór o zasięg wód terytorialnych z udziałem trzech członków NATO ociera się już o rozwiązania zbrojne. Sułtańskie pretensje prezydenta Turcji i szantażowanie Europy uchyleniem wrót do kolejnej masowej migracji coraz mocniej zagrażają spoistości paktu.