Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
27.01.2020 20:00

Musimy bronić prawdy o Polsce

Każdy kraj ma własną politykę historyczną. Kto tego nie wie – ten kiep. Ci, którzy uważali w przeszłości, że polityka historyczna nie jest Polsce potrzebna – jak na to słusznie ostatnio zwrócił uwagę Krzysztof Wołodźko w „Codziennej” z 22 stycznia – dziś milczą ze wstydu albo nie chcą sami przed sobą przyznać się do tak irracjonalnej postawy. Państwo polskie musi prowadzić politykę historyczną, nie tylko ze względu na szacunek dla naszych rodaków, którzy ginęli na ołtarzu ojczyzny, lecz także ze względu na swoje bieżące i przyszłe interesy.

To normalne. Nie jest to bynajmniej kwestia wybujałego narodowego ego czy też rzekomego szowinizmu. Politykę taką prowadzą kraje wielkie, średnie i małe. Ma ją Rosja, mają ją Niemcy, mają Izrael, Francja, inne nacje. Rzeczpospolita też ją ma i mieć musi.

Rola potakiwacza to przeszłość

Śmieszne i zaskakujące były reakcje na ustawę o IPN uchwaloną w trosce o historyczne dobre imię Polski i Polaków. Wreszcie państwo polskie nadało temu legislacyjny charakter – a przecież nie było w tej kwestii pionierem na świecie.

Opozycja krytykowała tę inicjatywę (inną sprawą jest to, że mogła być ona lepiej dopracowana), oskarżając władzę, że samo upominanie się o „swoje” było złe, bo spowodowało negatywne reakcje zewnętrzne. To podejście intelektualnie niepoważne. Problem polega na tym, że Polska, najpierw ta rządzona z nadania Związku Sowieckiego, a potem III RP, siedziała cicho jak mysz pod miotłą, gdy upowszechniano oszczerstwa o polskich dziejach najnowszych.

To dlatego spora część opinii publicznej (a zwłaszcza politycznej) w Europie i poza nią alergicznie zareagowała na wspomniane rozwiązania prawne polskich władz, które tak naprawdę powinno się wprowadzić już dawno. Tak jak w polityce międzynarodowej przyzwyczajono naszych partnerów do tego, że Polska jest „yesmanem”, który jak membrana reaguje na sugestie płynące z Berlina, Paryża czy Brukseli, tak samo w polityce historycznej przyzwyczajono świat do polskiej bierności i grzechu zaniechania.

Rosyjska narracja – ta sama co po 1945 r.

A od kiedy trzeba było reagować? Od blisko… 70 lat. Już bowiem w latach 50. w ówczesnej Niemieckiej Republice Federalnej po raz pierwszy użyto pojęcia „polskie obozy śmierci”. Użyto go bezkarnie. Dlaczego? W interesie Moskwy było zohydzanie narodu polskiego i jego elit w oczach świata.

Z tych samych powodów suflowano narrację o pogromach antysemickich w Polsce, już po zakończeniu II wojny światowej. Tą znaczoną, szulerską kartą grali Sowieci, aby usprawiedliwić w oczach liberalnego czy lewicującego Zachodu swoją okupację naszego kraju. W myśl zasady: „Tak, my, komuniści, mamy swoje wady, ale lepsza nasza komuna niż wolna, reakcyjna, antysemicka Polska”.

Skądinąd demony te wróciły już po upadku PRL, gdy różne ośrodki polityczno-medialne w kraju na szeroką skalę informowały zaprzyjaźnionych dziennikarzy z Zachodu o… profaszystowskich środowiskach typu Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (sic!). Federacja Rosyjska cieszyła się z takich prezentów.
Dziś Rosja jest silniejsza ekonomicznie i jest poważniejszym graczem na arenie międzynarodowej niż w okresie drugiej „wielkiej smuty”, tuż po rozpadzie Związku Sowieckiego i utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw. Teraz Moskwa jest nie tylko beneficjentem tego typu narracji, ale sama je w sposób systematyczny, zorganizowany wypuszcza w świat. Skądinąd nie tylko wobec Polski, lecz także wobec krajów bałtyckich Kreml gra twardo, cynicznie i idzie w zaparte.

Jest jak u George’a Orwella w powieści „Rok 1984”. Tam Ministerstwo Pokoju zajmowało się wojną, a Ministerstwo Prawdy – kłamstwem i robieniem wody z mózgu. Tylko że w rzeczywistości atakowana jest Polska – pierwsza ofiara Niemiec, które zaatakowały ją, wiedząc, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Związek Sowiecki nie tyle wykaże neutralność, ile wręcz weźmie udział w czwartym rozbiorze Polski. Polska, kraj, który poniósł procentowo największe straty osobowe po II wojnie światowej – blisko 18 proc. obywateli II Rzeczypospolitej zginęło – teraz jest oskarżany przez władze formalnoprawnego spadkobiercy ZSRS, Federacji Rosyjskiej, praktycznie o… kolaborację z Niemcami Hitlera. Stanowisko takie wyrażone i przez prezydenta Rosji, i przez szefów obu izb ustawodawczych, a także przez przewodniczącego komisji spraw zagranicznych w Dumie Państwowej, jest przykładem oszczerstwa wręcz piramidalnego.

Historia alternatywna Kremla – i jej klęska

Dlaczego ekspułkownik KGB Władimir Władimirowicz Putin – były prezydent i były premier, a obecnie znowu prezydent – nie powtórzył tych słów w Yad Vashem? Tak, właśnie tam, na imprezie w istotnym stopniu współtworzonej przez rosyjskiego oligarchę, a jednocześnie prezesa Europejskiego Kongresu Żydowskiego i przewodniczącego Fundacji „Światowe Forum Holokaustu” oraz szefa Europejskiego Funduszu Żydowskiego – Wiaczesława Moszego Kantora (tego samego, który chciał dokonać wrogiego przejęcia Zakładów Azotowych „Tarnów”)? Dlatego że Rosja przegrała z nami starcie w tej kwestii na arenie międzynarodowej. Świat Zachodu, po obu stronach Atlantyku, całkowicie zignorował rosyjskie kłamstwa odnośnie do Polski i genezy II wojny światowej. Ba, od tej łże-narracji odcięli się także niektórzy wpływowi przywódcy diaspory żydowskiej.

Historia alternatywna zaserwowana przez Putina et consortes nie została podjęta przez państwa, media, środowiska polityczne szeroko rozumianego Zachodu. Kreml poniósł w tej kwestii klapę, choć oczywiście odniósł w jakiejś mierze sukces wewnętrzny, gdyż po raz kolejny szczując na Polaków, odwrócił uwagę opinii od sytuacji gospodarczej kraju, rosnących cen czy niezrealizowanych aspiracji coraz większej w Rosji klasy średniej.

Chodzi o wizerunek Polski w świecie

To właśnie ta porażka na forum międzynarodowym – także europejskim, w europarlamencie w Strasburgu podczas specjalnej debaty o kłamstwach w polityce historycznej Rosji 15 stycznia br. jednoznacznie potępiono Moskwę – spowodowała, że Putin zamilczał o złej, rzekomo proniemieckiej Polsce u zarania II wojny światowej. Ale nie łudźmy się: do tej narracji Rosjanie będą wracać, mimo że Putin wymienił w Yad Vashem Polaków jako ofiary Niemiec – obok Żydów, Rosjan, Ukraińców i Białorusinów.

Musimy bronić prawdy o własnym kraju, prawdy o sobie. A pamięć o Polakach, dla których Niemcy utworzyli obóz w Auschwitz i którzy byli tego obozu pierwszymi więźniami – musi nas do tego skłaniać. Hołd dla Polaków – drugiej po Żydach nacji, gdy chodzi o zamordowanych w KL Auschwitz-Birkenau – zobowiązuje nas do dawania świadectwa historii.

A przecież nie chodzi tu tylko o hołd „cieniom niezapomnianych przodków”. Chodzi o wizerunek Polski w Europie i na świecie. Wizerunek państwa i narodu polskiego – pierwszych ofiar niemiecko-sowieckiego sojuszu sprzed ośmiu dekad.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane