To normalne. Nie jest to bynajmniej kwestia wybujałego narodowego ego czy też rzekomego szowinizmu. Politykę taką prowadzą kraje wielkie, średnie i małe. Ma ją Rosja, mają ją Niemcy, mają Izrael, Francja, inne nacje. Rzeczpospolita też ją ma i mieć musi.
Rola potakiwacza to przeszłość
Śmieszne i zaskakujące były reakcje na ustawę o IPN uchwaloną w trosce o historyczne dobre imię Polski i Polaków. Wreszcie państwo polskie nadało temu legislacyjny charakter – a przecież nie było w tej kwestii pionierem na świecie.
Opozycja krytykowała tę inicjatywę (inną sprawą jest to, że mogła być ona lepiej dopracowana), oskarżając władzę, że samo upominanie się o „swoje” było złe, bo spowodowało negatywne reakcje zewnętrzne. To podejście intelektualnie niepoważne. Problem polega na tym, że Polska, najpierw ta rządzona z nadania Związku Sowieckiego, a potem III RP, siedziała cicho jak mysz pod miotłą, gdy upowszechniano oszczerstwa o polskich dziejach najnowszych.
To dlatego spora część opinii publicznej (a zwłaszcza politycznej) w Europie i poza nią alergicznie zareagowała na wspomniane rozwiązania prawne polskich władz, które tak naprawdę powinno się wprowadzić już dawno. Tak jak w polityce międzynarodowej przyzwyczajono naszych partnerów do tego, że Polska jest „yesmanem”, który jak membrana reaguje na sugestie płynące z Berlina, Paryża czy Brukseli, tak samo w polityce historycznej przyzwyczajono świat do polskiej bierności i grzechu zaniechania.
Rosyjska narracja – ta sama co po 1945 r.
A od kiedy trzeba było reagować? Od blisko… 70 lat. Już bowiem w latach 50. w ówczesnej Niemieckiej Republice Federalnej po raz pierwszy użyto pojęcia „polskie obozy śmierci”. Użyto go bezkarnie. Dlaczego? W interesie Moskwy było zohydzanie narodu polskiego i jego elit w oczach świata.
Z tych samych powodów suflowano narrację o pogromach antysemickich w Polsce, już po zakończeniu II wojny światowej. Tą znaczoną, szulerską kartą grali Sowieci, aby usprawiedliwić w oczach liberalnego czy lewicującego Zachodu swoją okupację naszego kraju. W myśl zasady: „Tak, my, komuniści, mamy swoje wady, ale lepsza nasza komuna niż wolna, reakcyjna, antysemicka Polska”.
Skądinąd demony te wróciły już po upadku PRL, gdy różne ośrodki polityczno-medialne w kraju na szeroką skalę informowały zaprzyjaźnionych dziennikarzy z Zachodu o… profaszystowskich środowiskach typu Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (sic!). Federacja Rosyjska cieszyła się z takich prezentów.
Dziś Rosja jest silniejsza ekonomicznie i jest poważniejszym graczem na arenie międzynarodowej niż w okresie drugiej „wielkiej smuty”, tuż po rozpadzie Związku Sowieckiego i utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw. Teraz Moskwa jest nie tylko beneficjentem tego typu narracji, ale sama je w sposób systematyczny, zorganizowany wypuszcza w świat. Skądinąd nie tylko wobec Polski, lecz także wobec krajów bałtyckich Kreml gra twardo, cynicznie i idzie w zaparte.
Jest jak u George’a Orwella w powieści „Rok 1984”. Tam Ministerstwo Pokoju zajmowało się wojną, a Ministerstwo Prawdy – kłamstwem i robieniem wody z mózgu. Tylko że w rzeczywistości atakowana jest Polska – pierwsza ofiara Niemiec, które zaatakowały ją, wiedząc, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Związek Sowiecki nie tyle wykaże neutralność, ile wręcz weźmie udział w czwartym rozbiorze Polski. Polska, kraj, który poniósł procentowo największe straty osobowe po II wojnie światowej – blisko 18 proc. obywateli II Rzeczypospolitej zginęło – teraz jest oskarżany przez władze formalnoprawnego spadkobiercy ZSRS, Federacji Rosyjskiej, praktycznie o… kolaborację z Niemcami Hitlera. Stanowisko takie wyrażone i przez prezydenta Rosji, i przez szefów obu izb ustawodawczych, a także przez przewodniczącego komisji spraw zagranicznych w Dumie Państwowej, jest przykładem oszczerstwa wręcz piramidalnego.
Historia alternatywna Kremla – i jej klęska
Dlaczego ekspułkownik KGB Władimir Władimirowicz Putin – były prezydent i były premier, a obecnie znowu prezydent – nie powtórzył tych słów w Yad Vashem? Tak, właśnie tam, na imprezie w istotnym stopniu współtworzonej przez rosyjskiego oligarchę, a jednocześnie prezesa Europejskiego Kongresu Żydowskiego i przewodniczącego Fundacji „Światowe Forum Holokaustu” oraz szefa Europejskiego Funduszu Żydowskiego – Wiaczesława Moszego Kantora (tego samego, który chciał dokonać wrogiego przejęcia Zakładów Azotowych „Tarnów”)? Dlatego że Rosja przegrała z nami starcie w tej kwestii na arenie międzynarodowej. Świat Zachodu, po obu stronach Atlantyku, całkowicie zignorował rosyjskie kłamstwa odnośnie do Polski i genezy II wojny światowej. Ba, od tej łże-narracji odcięli się także niektórzy wpływowi przywódcy diaspory żydowskiej.
Historia alternatywna zaserwowana przez Putina et consortes nie została podjęta przez państwa, media, środowiska polityczne szeroko rozumianego Zachodu. Kreml poniósł w tej kwestii klapę, choć oczywiście odniósł w jakiejś mierze sukces wewnętrzny, gdyż po raz kolejny szczując na Polaków, odwrócił uwagę opinii od sytuacji gospodarczej kraju, rosnących cen czy niezrealizowanych aspiracji coraz większej w Rosji klasy średniej.
Chodzi o wizerunek Polski w świecie
To właśnie ta porażka na forum międzynarodowym – także europejskim, w europarlamencie w Strasburgu podczas specjalnej debaty o kłamstwach w polityce historycznej Rosji 15 stycznia br. jednoznacznie potępiono Moskwę – spowodowała, że Putin zamilczał o złej, rzekomo proniemieckiej Polsce u zarania II wojny światowej. Ale nie łudźmy się: do tej narracji Rosjanie będą wracać, mimo że Putin wymienił w Yad Vashem Polaków jako ofiary Niemiec – obok Żydów, Rosjan, Ukraińców i Białorusinów.
Musimy bronić prawdy o własnym kraju, prawdy o sobie. A pamięć o Polakach, dla których Niemcy utworzyli obóz w Auschwitz i którzy byli tego obozu pierwszymi więźniami – musi nas do tego skłaniać. Hołd dla Polaków – drugiej po Żydach nacji, gdy chodzi o zamordowanych w KL Auschwitz-Birkenau – zobowiązuje nas do dawania świadectwa historii.
A przecież nie chodzi tu tylko o hołd „cieniom niezapomnianych przodków”. Chodzi o wizerunek Polski w Europie i na świecie. Wizerunek państwa i narodu polskiego – pierwszych ofiar niemiecko-sowieckiego sojuszu sprzed ośmiu dekad.