Rzeczywiście, jest tak, że przez lata reżim Łukaszenki uwięził, wyrzucił z kraju lub stłamsił jednoznacznie prozachodnią opozycję. W ostatnich miesiącach na pierwszy plan wyszli ci, którzy mieli lub mają związki z Rosją albo przynajmniej o Rosji wypowiadają się pojednawczo. Z tym że, jak widać, obecnie w niczym im to nie pomaga, Łukaszenkowski aparat represji zastosował wobec tej nowej opozycji niezwykle brutalne metody, wtrącając do więzień, bijąc czy wyrzucając z kraju. A Moskwa to wspiera. I teraz liderzy opozycji szukają wsparcia w Warszawie (i Wilnie), a nie w Moskwie. Jeżeli więc mówimy o Realpolitik, to właśnie teraz Polska i zachowuje się przyzwoicie, i realizuje swoje interesy, udzielając w najtrudniejszej chwili wsparcia przyszłym białoruskim elitom władzy.
Może i jeździli do Moskwy, teraz jeżdżą do Warszawy
W Polsce co jakiś czas pojawiają się sceptyczne komentarze na temat niektórych obecnych liderów białoruskiej opozycji – że jeździli do Moskwy, że mają powiązania z Rosją, co ma świadczyć o tym, że wszystko, co dzieje się na Białorusi, jest kontrolowane przez Kreml. Wniosek zatem jest taki, że Polska nie powinna się angażować w sprawy Białorusi.