Trzeba mieć wielką odwagę, ale też wyobraźnię i wizję, aby doprowadzić do takiej wyprawy do Kijowa. Wielu z nas ścierpła skóra, gdy ogłoszono publicznie, że taka misja się odbędzie. Trudno się temu dziwić, skoro doszła ona do skutku w dwudziestym dniu wojny Rosji z Ukrainą, podczas której straty po obu stronach sięgają blisko 20 tys. zabitych i zapewne parę razy więcej rannych.
Misja na Wschód
Wizyta odbyła się w szczególnym czasie. Na ostatnim szczycie Unii Europejskiej w Wersalu osłabiono wymowę konkluzji szczytu dotyczącą Rosji, a NATO zdaniem wielu ekspertów bardzo zachowawczo podeszło do idei pomocy w postaci samolotów myśliwskich dla walczącej Ukrainy.
Wizyta prezesa rządzącej Polską formacji oraz polskiego premiera i szefów rządów z Pragi i Lublany odbyła się tuż po wielogodzinnych rozmowach amerykańsko-chińskich, które owiane są aurą tajemnicy do tego stopnia, że Waszyngton nawet rutynowo i ogólnie nie poinformował o ich przebiegu swoich sojuszników z NATO. Zapewne miały one służyć znalezieniu pewnego modus operandi we wschodnioeuropejskim teatrze powojennym, do którego Pekin w przyszłości będzie namawiał Moskwę, a Waszyngton – Kijów. Można się domyślać, że ceną za zawarcie wymuszonego na obu stronach pokoju będzie uszczuplenie terytorium Ukrainy.
Tym bardziej więc trzeba docenić znaczenie tej polsko-czesko-słoweńskiej (z Litwą w tle) eskapady. Niewątpliwie pokazała ona swoisty parasol Zachodu nad Ukrainą oraz niewątpliwie przyczyni się do wzmocnienia oporu Ukraińców wobec rosyjskiego agresora, a każdy dzień wojny to dla Rosji setki milionów dolarów strat, w sprzęcie wojskowym, w wyniku sankcji i wreszcie z powodu związanego z wojną spadku cen ropy, co w oczywisty sposób uderza w rosyjską gospodarkę.
Ukraina wygrywa wojnę w mediach. Czy wygra militarnie?
Sytuacja militarna na terytorium naszego wschodniego sąsiada wydaje się coraz trudniejsza. Spada liczba lotnisk, z których mogą startować i na których mogą lądować ukraińskie samoloty. Kijów został odcięty od wybrzeży Morza Czarnego, co sparaliżowało do końca ukraiński handel morski.
Strona ukraińska ponosi ofiary w ludności cywilnej, a to dodatkowo wzmaga kolosalny eksodus uchodźczy. Obecnie już 1,8 mln uchodźców opuściło Ukrainę i przybyło do Polski, nie mówiąc już o innych destynacjach. Dane szacunkowe mówią, że w naszym kraju może znaleźć się co najmniej dwa razy tyle uchodźców, co dotąd. Organizowanie ich obecności w naszym kraju, niezależnie od chrześcijańskiego wymiaru tego zbiorowego daru serca, przyniosło też Polsce sławę i chwałę: odbierałem gratulacje za postawę Polski i Polaków od nieraz występujących przeciwko nam w Parlamencie Europejskim przedstawicieli Europy Zachodniej i Południowej, ale też od ludzi z mającego europejskie aspiracje Kaukazu Południowego i osób publicznych z całego świata, od USA poczynając, przez Azję Środkową, na Demokratycznej Republice Konga kończąc. Wicepremier i minister spraw zagranicznych tego kraju, Christophe Lutundula Apala podczas Antalya Diplomatic Forum osobiście składał mi gratulacje.
Jednak ta polska ofiarność nie przekłada się na zwiększenie szans militarnych strony ukraińskiej. Odnosi ona znaczące sukcesy, gdy chodzi o wojska lądowe, ale też traci ważne przyczółki w różnych częściach kraju. Nie oznacza to jednak załamania się obrony, ale może sygnalizować, że ta wojna potrwa jeszcze wiele tygodni czy miesięcy. To będzie oznaczało pokusę ze strony niektórych istotnych państw szeroko rozumianego Zachodu, by bardziej się do tej agresji przyzwyczajać, przyjmować ją za fakt oczywisty i już tylko rytualnie protestować przeciwko niej.
I właśnie dlatego wizyta kwartetu Kaczyński, Morawiecki, Fiala, Janša jest kapitalnym faktem politycznym. Dosłownie w przeddzień tej wizyty słyszałem podczas moich spotkań z francuskimi politykami i urzędnikami w Paryżu, że zachodnia chęć „powrotu do normalności”, a więc „business as usual”, będzie coraz większa. Kaczyński z Morawieckim, Fiala z Janšą ratują twarz politycznej Europy, facjatę Unii Europejskiej, która po wielokroć powinna się czerwienić za grzech zaniechania wobec zdroworozsądkowej polityki względem Federacji Rosyjskiej. Rzadko się zdarza, aby tytuły w niemieckich gazetach tak dobrze oddawały istotę tego, co dzieje się w Europie Wschodniej. Jeżeli niemieckie „Die Welt” i „Bild” piszą o naszym prezesie i naszym premierze oraz jego dwóch kolegach – szefach rządów, jako o tych, którzy swoją odwagą ratują honor Europy, gdy w tym samym czasie Europa Zachodnia ma do zaoferowania tylko swoją niezmienną arogancję, to cóż tu dodać? Można się tylko cieszyć, że niemieckie media po latach szantażu politycznej poprawności chociaż od czasu do czasu wracają na zdroworozsądkowe tory.
Strach republik postsowieckich i wizerunkowa śmierć Rosji
W wymiarze ludzkim podróż pociągiem do ostrzeliwanego Kijowa jest nie tylko aktem heroizmu, ale również kolejną, choć wyjątkową próbą takiego przesunięcia po stronie Zachodu wahadła sprzeciwu wobec działań Rosji i wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada, aby UE-27 nieprędko mogła to zmienić i przywrócić na tory pełzającej kapitulacji. Na naszych oczach dzieje się historia. Co więcej, to my, a mówiąc precyzyjniej: nasi liderzy tę historię zmieniają i kreują inaczej niż dotychczas.
Jest jeszcze jeden aspekt: reakcje na tę ryzykowną, ale skuteczną „szarżę kijowską” ze strony krajów dawnego bloku sowieckiego. Państwa te po Smoleńsku 2010 r. żyły ze strachem, że to w następnej kolejności może dotknąć także ich. Ambasador jednego z najważniejszych krajów Unii, z tzw.: Big Five (czyli Wielkiej Piątki), opowiadał mi o nieformalnym spotkaniu u niego w placówce z wieloma ambasadorami krajów sąsiadujących z Rosją. Miało to miejsce dzień po napaści Rosji na Ukrainę. Ambasadorowie tych państw, powstałych na gruzach Związku Sowieckiego, byli wręcz przerażeni, gdyż uważali, że następnym razem imperialna polityka Moskwy może także bezpośrednio uderzyć w ich kraje.
Im ukraiński opór, wspierany przez Zachód, dłuższy, tym bardziej Rosja traci wizerunkowo, a kraje z obszaru postsowieckiego, żyjące od dziesiątków lat w przeświadczeniu, że grozi im „najsilniejsza armia świata”, widzą, jak w spektakularny sposób ten mit przechodzi na śmietnik historii.
Ukraina wygrała już tę wojnę w wymiarze przekazu informacyjnego, medialnego oraz wizerunkowego. Ale żeby jej nie przegrała militarnie, wizyta Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Petra Fiali i Janeza Janšy może wymusić na Zachodzie realną pomoc militarną. To wszystko leży w interesie Polski.