Parę przykładów: ostatnio, jak co roku, w co drugiej reklamie słychać zwrot „magia świąt”. Absurdalny, bo przecież chrześcijaństwo i magia (czyli zabobon) stoją ze sobą w sprzeczności. Jeszcze bardziej irytuje wstawianie wszędzie słowa „dedykowane” w znaczeniu angielskim, a przecież angielskie „dedicated” to nie znaczy „dedykowany”. Na tym przykładzie widać, jak wielu jest ćwierćinteligentów, którzy nie znają dobrze ani języka polskiego, ani angielskiego. A szczytem wszystkiego jest pisanie słowiańskich (rosyjskich, ukraińskich czy białoruskich) nazwisk i nazw w transkrypcji angielskiej. Jeszcze piszemy „Dostojewski”, „Szewczenko” czy „Puszkin”, a nie „Dostoyevsky”, „Schevchenko” czy „Pushkin”. Ale już współczesnych artystów, polityków czy choćby sportowców zapisuje się coraz częściej z angielska. Jeśli tej lawiny nie zatrzymamy, niedługo będziemy mieli nie tylko Dostoyevsky’ego, ale nawet Mickevycha.