Będzie pariasem międzynarodowym i nic mu nie pomoże, że jest uznawany przez Rosję i Chiny. W dobie globalizacji nie da się tak funkcjonować. Co gorsza dla niego, widać, że nie ma również żadnego pomysłu na odzyskanie w społeczeństwie białoruskim legitymacji do rządzenia, poza stosowaniem coraz brutalniejszej przemocy. Ma na to za małe możliwości intelektualne, delikatnie mówiąc. Nie jest w stanie, jak komuniści środkowoeuropejscy w latach 80., oddać władzy za zachowanie części wpływów. Nie jest w stanie, jak prezydent Kirgistanu Sooronbaj Dżeenbekow, odejść na emeryturę w imię jedności narodu. Utrzymywanie władzy samą przemocą może działać w Korei Północnej albo kiedyś w odizolowanym stalinowskim ZSRS, ale nie w XXI w. w Europie, w dobie szybkiego przepływu informacji.
Łukaszenka na politycznym katafalku
Oficjalnie kadencja Alaksandra Łukaszenki na stanowisku prezydenta Białorusi upływa 5 listopada. Po jego groteskowym tajnym „zaprzysiężeniu” wiele krajów pospieszyło z oświadczeniami, że tego nie uznaje i że białoruski satrapa stracił całkiem legitymację do rządzenia. Jednak to pierwszy krok. W pełni nielegalnym prezydentem stanie się właśnie 5 listopada.