Na ogół mają postać wypowiadanych z wyższością ironicznych uwag, że skoro praca w niedzielę jest złem, to należy zakazać wszystkiego, nawet pracy dziennikarskiej, rozgrywania meczów piłkarskich czy zamknąć teatry. Nie wiem, czy owi żartownisie udają, że nie rozumieją, o co chodzi. Przecież celem jest, by niedzieli nadać szczególny charakter. By była dla Boga (w wypadku wierzących), a także dla rodziny i przyjaciół oraz siebie samego. Są branże, które wiążą się z obsługą wolnego czasu (np. kultura, sport, gastronomia), są takie, które są służbą (lekarz, policjant, dziennikarz). Handel nie należy do żadnej z tych kategorii. Tak jak np. przemysł, który w niedzielę staje. I na koniec – bezsensowny jest też argument o szkodach dla gospodarki. Jeśli sklepy będą zamknięte w niedzielę, więcej zarobią branże, o których wspomniałem, nastawione na obsługę czasu wolnego.
Supermarket to nie kościół ani teatr
Po roku wraca sprawa zakazu handlu w niedzielę. I znowu ze strony ideologicznych wyznawców wolnego rynku, także tych deklarujących się jako katolicy, padają te same niepoważne argumenty.