Zadecydowało o tym kilkadziesiąt tysięcy głosów. Przegrana opozycji jest oczywista, choć nie jest to nokaut. I to ostatnie powoduje, że nagle zaczynają się protesty, żądania unieważnienia wyborów, bezpodstawne, ale jednak donośne – i nagłaśniane międzynarodowo – oskarżenia o rzekome fałszerstwa. Zwolennicy opozycji wychodzą na ulice, a ich demonstracje przekształcają się w zajmowanie siłą gmachów administracji państwowej. Bez żadnych dowodów oskarża się zwycięzców o sfałszowanie wyników i żąda ustąpienia Rady Ministrów. Stop. A teraz wróćmy do stycznia 2021 r. i stycznia 2023 r. Gdy w USA, a potem w Brazylii prawica oskarżyła lewicę o sfałszowanie wyborów, doszło do manifestacji i zajęcia najważniejszych ośrodków władzy. Wówczas lewicowo-liberalne media, te w Amerykach i te w Polsce, grzmiały, że przegrani nie chcą pogodzić się z werdyktem wyborczym, pokazują pogardę dla demokracji. Cóż, widmo podwójnych standardów krąży nad totalną opozycją.